poniedziałek, 8 lipca 2013

Tankujemy !

Syn mi dorasta...
Kiedyś odważyłem się pojechać z młodym pierwszy raz zatankować z nadzieją, że mi tego nie uniemożliwi. Udało się, utarło się rutynowe działanie: siedzi w foteliku, otwieram mu okno, sobie bak, wysiadam, wlewam badając z nim przez okno, zamykam bak, wycieram ręce, wyjmuje go z auta, zamykam auto (jeśli pamiętam zajęty kontrolą młodego), idziemy płacić, w bonusie kupuję mu lizaka Chupa Chips.
Wolałem, by unikał kontaktu z benzyną. Zawsze mógłby się oblać czy napić...
Tym razem bezmyślnie: otworzyłem bak, wysiadłem, wyjąłem młodego, wziąłem do ręki nalewaczkę i na jego uradowane
- Mogę ja nalać benzynę ?
ocknąłem się z rutyny... Słowo się rzekło, nie dam rady go wepchnąć z powrotem do auta. Nawet o rękawiczkach zapomniałem. Trzymał nalewaczkę przez jakieś czterdzieści litrów z dumnym wyrazem twarzy. Poczuł się dorosły. Szkoda, że nie zechciał sam zapłacić 

Za to chyba uznał, że skoro tak mi pomagał, należy mu się godna rangi wydarzenia nagroda. Zignorował ekspozycję Chupa Chupsów. W momencie, gdy rzuciłem sprzedawcy zwyczajowe "czwóreczka" coś przemknęło z maleńkiej rączki do dłoni sprzedawcy i z powrotem. Lekko kiwnąłem głową. Na paragonie fiskalnym przeczytałem potem "Zabawki karetka".

Jedyna pociecha, że karetka ma cichą syrenę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz