Idzie sobie dwóch przez Ogród Saski. Trochę innych od otaczających spacerowiczów... Odmieńców ? Dziwaków ? A może tylko z innej bajki się zaplątali ?
Kiedyś Ogród był letnim salonem stolicy, i wpuszczano do niego jedynie przyzwoicie odzianych. Ciekawe, czy kluczem do alejek była estetyka ubioru, czy wskazany przez okrycia wierzchnie poziom zamożności, a co za tym idzie, status społeczny ich właściciela ? Czy miał prawo wstępu przeciętny kupiec żydowski ? A rabin, cadyk ? Odświętnie ubrany chrześcijański furman ?
Teraz też wokół chodziło towarzystwo takie bardziej z żurnala, żywcem przeniesione co do milimetra. Ciekawe, czy to owczy pęd, brak własnego pomysłu, czy chęć podkreślenia nadążania za trendami ? Cóż, znowu się nie wpasowaliśmy w otoczenie. Tym bardziej, że nie kroczyliśmy dostojnie alejką z minami rodem z niedzielnego rynku w Lubartowie I tak dobrze, że nie wpatrywaliśmy się w kompas nad mapą
Z uwagą wypatrywaliśmy drobnych wybrzuszeń trawnika, śladów dawnego wału zygmuntowskiego, fortyfikacji które zniknęły w mrokach dziejów i modernizacji. Jest ! Szerokie wybrzuszenie trawnika na całe 10 cm Zdobyliśmy sprawność detektywa, może wstąpimy do IPNu ?
Ale młodego bardziej poruszył leżący pień drzewa. "Tata, tu leży czaszka dinozaura, możemy się na nią wspiąć ?!". Widać jest zafascynowany inną epoką Wspina się z mozołem, szuka, gdzie były oczy i zęby Niezły jest. Krótka sesja zdjęciowa dokumentująca wiekopomne odkrycie i biegiem ku następnej atrakcji...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz