piątek, 31 maja 2013

W czołgu

Właściwie to powinniśmy już wracać do domu, Młody też wykazywał takie ciągoty. Ale coś mnie podkusiło, rzuciłem od niechcenia
- Pamiętasz jak oglądaliśmy samoloty ?
Jakiś miesiąc wcześniej zadreptaliśmy do muzeum wojska i udało nam się posiedzieć w Su22, transportowym Antku i helikopterze szturmowym. Dzisiaj podobno wpuszczają do czołgów, ale nic mu nie wspominam o tym. Strzeżonego... Reakcja natychmiastowa
- Tatuś, idziemy. Będziemy mogli wejść do samolotu ?
Zobaczymy, dreptamy, doszliśmy. Jest dobrze, pojazdy udostępnione. Ogarnia mnie drobna wątpliwość, czy bez wsparcia uda nam się wleźć do nich, ale przecież "na zamiary mierz swe siły" 
Co tam mamy na horyzoncie ? Działo samobieżne. Drabina. Damy radę , jeśli go dogonię. Jesteśmy w środku, dostał hełmofon. Ciut za duży, ale i tak mu do twarzy. Dopadł stanowisko chyba celowniczego, kręci z zapałem , ciekawe co obrał za cel ?
- Tata , a gdzie jest strzelaczka ?
Więc, trochę zaszpanuję wiedzą  Unoszę go ku lufie, w mordę , nie wiedziałem, że je gwintowali  Tłumaczę mu gdzie się wsuwało pocisk, jak strzelało. E tam , fajniejszy jest widok w niebo przez lufę.
- To jak peryskop !
Skąd on zna takie urządzenia ? Przedszkole nie jest o profilu wojskowym...
Na horyzoncie pojawił się prawdziwy T-55. Z opcją wejścia do środka. Okazjanie nie do zmarnowania ! Zagrały mi ambicje i kompleksy, w wojsku nie byłem. Pod pozorem frajdy dla dziecka spełnię marzenia  Aż mu zazdroszczę możliwości w tym wieku i pomysłowego tatki  Pędzimy, kolejki nie ma, można spełnić sny o byciu Jankiem i Gustlikiem. Wspinamy się na osłonę silnika, dostajemy OBAJ hełmofony. Właz dowódcy otwarty, nieśmiało zaglądam do środka. Ciasno. Plan: spuścić Jasia w dół, namówić go na przesunięcie się, zanurzyć się w pojazd. Niby proste, ale na stanowisku dowódcy jest gąszcz zegarów i przełączników. Fascynujących dla trzylatka. Ryzykujemy. Ja ryzykuję. Pod pachy jego i w dół. Stoi. Rusza ku siedzisku mechanika, w nieznane. Znika mi z oczu, test zaufania. Ruchem podpatrzonym w filmie o Szariku, co to wygrał wojnę, spuszczam się w dół. Właśnie zrozumiałem rolę hełmofonu, gdy trzepnąłem głową o jakąś blachę. Dobrze, że młodemu się ta czapka podoba. Zrozumiałem też, czemu czołgista powinien być niski... Coś wąsko. Miejsce kierowcy nieciekawie, zalecam młodocianemu rekrutowi przejście na stanowisko pod prawą wieżyczką. Strzelca. Chyba. Utknął. Dał radę się wycofać. Razem nie posiedzimy, jakby go tam wrzucić ? Dwie cholerne blachy blokują przejście, o dziwo nie mam w kieszeni brzeszczota. Dobra, robimy widlaka, jakoś go tam wrzuciłem. Zabawa na 102, robimy brum brum i bach trach, kręcimy czym się da z wypiekami na twarzy. Stukanie w pancerz. Desant ? Odłamkowym !!! Nie, to następni chętni, zasiedzieliśmy się  Jak stąd wyjść ? Kombinujemy. Schyl główkę, trzymaj się, nogi do góry, tnij przewód od hełmofonu, w górę, trzymaj się ! Mógłby Pan go wciągnąć ?! Dobra, czekaj, teraz ja. Jak tu się obrócić ? Ewakuacja spod pancerza nie jest prosta... Ok, wyszliśmy. Zbiórka i raport stanu załogi. Otarcie na czole, krwi brak. Rdzawa plama na spodniach. Smar na drugich. Trzeba przemycić do kosza na pranie, wywinąć na lewą stronę, może się spierze i najpiękniejsza nie zauważy ? Straty być muszą.
Patrzę na młodego. Widzę po oczach, że poziom emocji zbliżony do mojego.
Najpiękniejsza wraca jak już doprowadziliśmy się do ładu. Kaset w progu informuje Ją
- Za tydzień idziemy jeździć BTRem !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz