wtorek, 30 września 2014

Podróże Minionka

Jak już pisałem, w czasie wakacji wredny wiatr zwiał nam balonik w kształcie Minionka do falującego Adriatyku. I Minionek udał się w rejs przez morze Śródziemne, kawałek Atlantyku, kanał la Manche, duńskie cieśniny, Bałtyk i w górę Wisły...
Co jakiś czas Jasiek przypominał sobie o baloniku. I pytał, czemu Jego Minionek jeszcze nie dopłynął do Warszawy. Wtedy braliśmy z półki atlas i pokazywałem mu, którędy Minion płynie, gdzie może teraz być. Nie obywało się przy okazji bez pogawędki o różnych krajach, miastach.
W końcu średnio dwa razy w tygodniu zaczął zadawać pytanie bardziej ukierunkowane
- Czy Pani z portu w Warszawie już dzwoniła, że Minionek przypłynął ?
Co było robić, którejś pięknej niedzieli Najwspanialsza została bohaterką domu. Wyszła na godzinę, i wróciła z nadmuchanym helem, latającym Minionem. Oczywiście identycznym, z dwoma oczami. Szczęście Jasia nie miało granic. Zwłaszcza, gdy Minionek piskliwym trochę głosem (nie wiem, jakim cudem udało mi się coś takiego z krtani wydobyć) opowiadał, którędy płynął i jakie miał po drodze przygody - sztormy, spotkanie z piratami, widział potwory morskie, wikingów i ogromne statki.

Teraz mamy nowy problem. Minionek powoli chudnie. A ja intensywnie myślę, skąd i jak tu przynieść hel, i jak go wtłoczyć do balonika...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz