Będąc na sobotnim spacerze na Starówce usiedliśmy w Pożegnaniu z Afryką. Lubię tam czasem zajść i wypić bardzo dobrą prawdziwą kawę. Żadne tam włoskie wynalazki, tylko kawę parzoną w tygielku. I takową sobie zamówiłem. Niebo w gębie, pełny smak, żadne Tchibo Jacobsy czy Davidoffy jej do pięt nie dorastają :)
- Tata, daj spróbować
O nie, synuś ! Czasem skradnie w domu łyka z filiżanki, ale taka dawka i stężenie kofeiny raczej nie są wskazane dla malutkiego organizmu. Tym razem musiał się zadowolić soczkiem. I pysznym pieczonym jabłuszkiem.
Nawet dał sobie samodzielnie radę z pokrojeniem go :)
A ja do wieczora czułem w ustach smak prawdziwej kawy.
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
środa, 1 października 2014
Na kawie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz