Jadąc przez Węgry zatrzymaliśmy się w jakiejś przydrożnej csardzie coś przegryźć. W kontekście obiadu. Jakoś doszliśmy do porozumienia z barmanem w temacie "co to za danie i ile tego chcemy", ja z Jaśkiem wziąłem csigayipecsenye. Kawał niezłego mięsa posypany czymś przypominającym parmezan. Niech będzie, Jasiek zaczyna jeść.
- Tata, ja nie chcę tego dziwnego sera, zdejmij go z mięska.
Ma swoje smaki, zdjąłem, niech się naje jak lubi. Zaczynam sam jeść. Ups...Zrozumiałem syna. "Serek" pyszny, tylko paszczę wykręca jak przystało na węgierską cygańską pieczeń. Okazał się drobno startym czosnkiem :)
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
sobota, 23 sierpnia 2014
Węgierskie smaki
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz