Apartmani chorwackie okazało się nie najwyższego standardu. Ale mieszkała w nim Mrička. Czyli lokalny domowy kocurek. Okazał się jedną z największych atrakcji wakacji :) Został szybko z chorwacka nazwany przez nas Mriczką.
Codziennie musieliśmy iść kilka razy dookoła domu w poszukiwaniu Mriczki. Oczywiście Jaś ją głaskał, śpiewał jej autorską kołysankę
"śpij koteczku, Mriczko pora spać"
okazując przy tym ogromną czułość.
Kilka razu plany Jasia okazały się sprzeczne z planami Mrički i zarobił pazurkiem.
Za to największym szczęściem było, gdy Mrička przychodziła na nasz "taras" powygrzewać się w słońcu.
Przy okazji spotkaliśmy też inne okazy przyrody ożywionej, jak szybko uciekający ogon jaszczurki, głośną muzykalną cykadę w całej okazałości, czy pędzącego po betonie ślimaka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz