Przed wyjazdem do Chorwy Jaśko miał obawy o możliwość porozumienia się z ludnością rdzenną.
Obawa została wzmocniona na Węgrzech, gdy włączyłem radio.
- Rodzice, ja nic nie rozumiem !
- My też :)
Do tego próbowałem odczytać lokalne nazwy miejscowości...
Dlatego w Chorwie podjął intensywny kurs języka. W każdym sklepie, knajpce wchodząc głośno mówił Dobar Dan ! Wychodząc czy płacąc Hvala ! I Dovidzenija, czym wzbudzał powszechną radość :)
Ba, nawet w drodze powrotnej przy tankowaniu w Austrii przy kasie powiedział
- Zweite bitte
i
- Viel dank :)
Złapał też podstawy mowy ugrofińskiej w zakresie podstawowych zwrotów grzecznościowych.
Jest z tego bardzo dumny. Jedynie myli mu się wszystko z angielskim, bo ostatecznie wszędzie przechodziłem na język bardziej dla mnie zrozumiały.
- Jasiu, jak jest po chorwacku "Do widzenia" ?
- Bye :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz