środa, 20 sierpnia 2014

Minionek

W trakcie zwiedzania Zadaru Młody wypatrzył kolorowe baloniki z helem. W kształcie bajkowych stworów. W tym Minionka. Cóż, nie było wyjścia. Wynegocjowane 50 kuna i jest nasz. W dodatku z obciążnikiem przeciwucieczkowym. Idziemy przez miasto, nad nami dumnie powiewa kolorowy stwór. Młody szczęśliwy.
Siedzimy przy morskich organach. Mnie ogarnęła faza paniki pt. dziecko tuż przy głębokiej wodzie. W każdym razie Najdroższa na brzegu słuchała z Młodym muzyki morza, ja w formie przystępnej opwiedziałem mu o oceanie z Solaris, w pewnym momencie zawiał w chwili gdy przejmowałem Juniora z samego brzegu na dalszy stopień i... porwał Minionka ku morzu. Stworek po chwili wylądował kilka metrów od brzegu i kołysał się wesoło na falach. Wrócić nie chciał. Ja kąpielówek nie miałem, rodzinny ratownik kilka chwil wcześniej oddalił się w stronę kwatery, nie było szans na ratunek.
Jaś... Wpadł w rozpacz i płacz. "Niedobry Tatuś wypuścił Minionka". Żadne tłumaczenia nie pomagały. Takiego smutku dawno nie widzieliśmy. Nawet widok ogromnych promów nie pomagał. Cóż było robić... Wróciliśmy na starówkę. Odnaleźliśmy przekupkę z Minionkami. Poznała nas. Tylko że... drugiego Minionka nie miała. Jaśko przystał ewentualnie na Zygzaka McQueena. Żal został utulony.

A nasz Minionek... W wersji oficjalnej wskoczył do morza i płynie do Warszawy.Ma nam po powrocie opowiedzieć swoje przygody. Oby udało nam się spotkać podobnego u rodzimych straganiarzy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz