Od pewnego czasu chodzi za mną pomysł biblioteki. Czytamy codziennie, książki jednak i drogie, i zajmują przestrzeń.
Czytamy. Dużo, z zapałem. I to chyba też udało mi się Młodemu zaszczepić.
Przygotowałem grunt, obiecałem Mu wizytę w bibliotece. W końcu się wybraliśmy. Wszedł, oniemiał na widok ilości książek. Oglądał, przeglądał. Ale miał plan, umyślony z góry cel. Po dopełnieniu wstępnych formalności rzuciłem hasło
- Chodź, wybierzemy sobie książeczkę.
Na to Jasiek bez namysłu wypalił
- Ja chcę Koziołka Matołka !
Na szczęście był i od kilku dni go czytamy.
A bibliotekę trafiliśmy zwykłą, ze szczątkowym działem dziecięcym. Na szczęście po drodze z przedszkola mamy też taką stricte dla dzieci. Trzeba będzie ją zainicjować
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz