Powoli zbieramy się do wyjścia z parczku. Na jaśkowe szczęście, a moje nieszczeście, po drodze stała fontanna. Tzw. tryskająca w górę. Natrysk oddolny. Pełen wigoru czterolatek w te pędy dołączył do biegających wokół niej dzieciaków. W pierwszej chwili wydałem z siebie ostrzegawczy okrzyk " Nie za blisko wody !!! ". Ale spojrzałem w roześmianą buźkę. Machnąłem ręką. Nawet nie zwróciłem uwagi, gdy rękę wkładał w strumień wody. Co tam, ciepło jest, mama nie patrzy, niech się bawi :)
- Tata, mam mokry rękaw !
- Tataaaa, zimno mi w nóżki...
Tak, buty mokre. Trudno, ciepło jest. Tupiemy w stronę auta. Tup tup, powoli z ociąganiem się. I znienacka szybkie tuptuptuptup z powrotem pędzi do fontanny ! Tym razem protestuję twardo, bo zaraz cały będzie mokry :) Ze trzy razy go łapałem w połowie ucieczki :) W końcu chyba poczuł, że nie ma szans. I że w nóżki mu coraz bardziej zimno. Więc... Stwierdził, że nie będzie chodził w mokrych butach i mam go wziąć "nabarana". O nie ! Żeby mnie skopał mokrymi nogami ? Ostatecznie podreptał samodzielnie.
W aucie od razu zdjęliśmy buty, włączyliśmy ogrzewanie i przestało mu być zimno. Czynnikiem dodatkowo ogrzewającym był wręczony do ręki telefon ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz