czwartek, 15 maja 2014

Ogród Krasińskich

Nietypowo jak na nas, postanowiłem sprawić dziecku frajdę całkiem podstawową na jego poziomie, zgodnie z jego zachcianką. Starczy tych żołnierzy i innych ciekawostek. Niech się po prostu wybawi na placyku zabaw.
Ale przecież w weekend nie pójdę z nim po prostu na podwórko :) Trzeba coś ciekawszego wymyślić. Zresztą, podwórko ma codziennie, o ile jest pogoda. Właśnie otworzyli po remoncie Ogród Krasinskich, jest to jakiś pomysł :) Placyk zabaw jakiś tam jest, więc jedziemy. Parkujemy. Pierwsza atrakcja - trafiło nam się miejsce koło czerwonej ślicznej sportowej Corvetty.
- Tata, kupimy kiedyś taką ?
- A nie wolisz terenówki ?
- No dobra.
Szukamy wejścia. Jest :) Zaraz pierwszy placyk zabaw zobaczyliśmy.
Dopadł karuzeli. Ładna, stylowa. Mi przypadła funkcja napędu. Po chwili dopadł piaskownicy z jakąś konstrukcja dziwną do przesypywania piasku.
- Daj mi łopatkę i wiaderko.
Wziął ze sobą wyposażenie. Wybrał największe gabarytowo. Nie wiem, jakim cudem zmieściły mi się do plecaka. Ale dziecko się nie lubi ograniczać. Żeby miał sam dzwigać, co to to nie :) Nigdy przecież nie wiadomo, kiedy mu się przydadzą wolne ręce...
Chwilę się pobawił, ale szybko mu się znudziło. Może po prosty placyk był zbyt "dla maluszków" ? W końcu to już duży chłopak.
Ruszyliśmy się dalej.
Po drodze karmiliśmy ptaki przezornie zabraną bułką. W założeniu mieliśmy karmić kaczki, więc rzucaliśmy ją do wody. Kaczki jednak nie były zainteresowane, spały sobie na wysepce. Natomiast kawałkami bułki bardzo zainteresowane były gołębie i wrony. Po chwili odważyły się, podlatywały tuż nad wodę i wyławiały smakołyki. Młody rechotał w głos na widok ich manewrów i akrobacji.
Ruszyliśmy dalej, doszliśmy do przeciwległego krańca ogrodu i widzimy drugi placyk. Pełen sprzętów na jego poziomie :) Rzucił się pędem przed siebie ku ogromnej zjeżdżalni. Zaraz miał kilku kolegów, ja tylko czasem musiałem hamować jego zapał do zjazdu na brzuchu głową w dół. Sam chciałem spróbować, ale w tłumie dzieciaków chyba bym się trochę wyróżniał ;)
I hit placyku - cymbałki ! Kilka rur zawieszonych na metalowej ramie i pałeczka. Tak jakby trochę za ciężka. Tak jakby dwa w jednym - szkoląc wirtuozerski dbasz o rozwój mięśni :) Dał wspaniały koncert, mi zaproponował karierę solisty
- Pośpiewasz jak będę grał ?
Tu zaprotestowałem. Pozostałem widzem. Nie chciałem, by wszyscy uciekli z parku. Za to obiecałem mu, że następnym razem Mamusie zaśpiewa. Lepiej sobie z tym radzi.

Wrócił do domu zadowolony, zmęczony. Ale i tak nadal chce być ułanem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz