Dzieci uwielbiają dmuchawce. Magia białego latającego pyłku :)
Rok czy dwa temu pokazaliśmy mu, w czym rzecz. Że można zrywać, dmuchać, obserwować, gonić, łapać. Śmiać się z tego beztrosko i świetnie się bawić.
W tym roku ogarnął go szał dmuchania. Wydajność płuc też zwiększyła atrakcyjność zabawy :) Prawie żadnemu po drodze z przedszkola nie przepuści. Oczywiście wydłużyło to wszelkie czasy przejść, ale przez... Nie osiągnięcie celu jest najważniejsze i daje najwięcej satysfakcji, ale droga do niego. To chyba z Dostojewskiego. Zresztą, kolejny raz zdałem sobie sprawę, że dzieciaki mają całkowicie inne podejście do życia. Nieważne, co mamy w planie, dokąd zmierzamy, ważna jest ta chwila, ulotny pomysł na jej wykorzystanie. Coś nagle wymyśli, zobaczy i już. Carpe diem. Dlatego po drodze do garażu bawimy się w strażaków lub odkrywców, i 200 metrów potrafi nam zająć 15 minut :)
I dlatego, zamiast zmęczeni dniem szybko iść do domu przebrać się, odpocząć, uciekać przed chłodem, martwić czy jeszcze będą bułki w piekarni - deptamy trawnik, zrywamy kwiaty i dmuchamy na wszystkie strony świata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz