Karmiąc kolorowe łazienkowskie kaczki jasiową bułką "jakby zgłodniał" usłyszeliśmy dźwięki. Trzeba było lecieć sprawdzić, bo a nóż widelec to coś ciekawego ?
- Tata, koncert, żołnierze grają !
Siadamy więc na widowni. Ja tam słuchu nie mam, ale podoba mi się. Młodemu też. Siedzi, słucha.
- Tatuś, a mogę śpiewać ?
- Nie, synuś, to jest koncert orkiestry bez śpiewania.
- Ale paw śpiewa !
Faktycznie, przed orkiestrą stoi sobie paw i od czasu do czasu pokrzykuje. Raczej bez związku z muzyką.
- Jasiu, ale on jest solistą i też ma występ.
- Acha. To ja będę dyrygował !
I z zapałem macha rękami przez połowę utworu. Chyba nawet do rytmu.
Potem stwierdził, że jest za głośno, i wróciliśmy do kaczek.
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
środa, 14 maja 2014
Koncert
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz