Codziennie dostaję do pracy pluszaka. Trochę po to, żeby nie było mi smutno, trochę - żeby przytulasek miał wycieczkę, trochę - żeby Jaś go spotkał zaraz po przedszkolu. Już chyba kiedyś o tym wspominałem.
Sam nie wiem po co, w pracy wyjmuję otrzymanego zwierza z plecaka i sadzam przed sobą na biurku. Przynajmniej mam towarzystwo w pokoju :) Dobrze, że jeszcze z nim nie zacząłem rozmawiać...
Oczywiście zwierz po odebraniu Jasia z przedszkola opowiada mu, co robiliśmy cały dzień. I czy pozwoliłem zwierzowi pograć na komputerze, i kogo spotkaliśmy i takie różne.
Któregoś dnia dostałem do pracy Szarego Misia. Jeden z ulubieńców ostatnimi czasy. Radośnie przychodzę po Jaśka do przedszkola, ten swoim zwyczajem radośnie prosi o Misia, chce go pokazać jeszcze kolegom. A ja w tej chwili sobie uświadamiam, że Miś cały czas siedzi na biurku... Skleroza. Co gorsza, akurat był piątek. Wizja weekendu bez Misia lekko nas przeraziła. Z różnych względów. Jaś bał się tęsknoty i że Misiowi będzie smutno, ja - jęczenia Jasia przez cały weekend. Miś też się pewnie bał siedzieć tam sam.
Oczywiście podjąłem niezdarną próbę przekonania Jasia, że Misiowi nie będzie smutno, że pilnuje mojego biurka i jest z tego dumny, ma zadanie, i może sobie pograć, ale sam nie byłem do tego specjalnie przekonany...
Do mojej pracy zbyt daleko nie jest, więc szybko organizujemy wyprawę ratunkową po Misia. Młody czuje duży niepokój. A jak zamkną moją pracę ? Na szczęście portier siedzi całą dobę i chyba zawsze mnie wpuści. A jak pójdzie do domu lub zaśnie ? A jak Miś zacznie płakać ? Udało mi się rozwiać niepokoje młodej duszy, chyba mi trochę ufa ;)
Raz dwa trzy szybkim krokiem, raz dwa trzy autobusem, idziemy już przez plac Bankowy.
W drodze mijamy tłum znajomych z pracy, co chwilę "dzień dobry / cześć". Jasiek podchwycił i za moim przykładem gromko pokrzykuje "CZEŚĆ !!!". Wszyscy się śmieją. Patrzą też podejrzliwie, bo idziemy nie w tym kierunku co powinniśmy.
Pan portier się uśmiał, gdy Jaś mu wyjaśnił powód naszej wyprawy. Szybko zdobył jasiowe serce stwierdzeniem, że Miś jest najważniejszy i musieliśmy po niego przyjść, żeby nie było mu smutno do poniedziałku.
Otworzyłem pokój, Jasiek od progu zobaczył pełnego tęsknoty czekającego na nas zwierza. Z radosnym głośnym okrzykiem MIIIŚ !!!! porwał go w objęcia :)
I spokojnie wrócilismy do domu.
A miesiąc wcześniej Najpiękniejsza zapomniała z pracy powierzonego Jej zwierza. Na lament dziecka wracała po niego, a ja się zaklinałem, że bym nie wracał, niech Jaś się nauczy że czasem tak się zdarza. Życie weryfikuje wiele teorii ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz