niedziela, 9 lutego 2014

Oddycha ? Nie oddycha ?

Od maleńkości Junior pochrapuje. Tak ma i już. Zimowy klimat suchego bloku z kaloryferem sprzyja temu zwyczajowi. Jak jest przeziębiony, nazywamy Go traktorkiem.
Ostatnio był trochę chory. Ot, potężny katar, glut do pasa. W nocy oddychał sobie spokojnie i miarowo, ale pod względem chrapania miałem wrażenie, że wziął gdyby przewód i podłączył się do ojcowego wzmacniacza i kolumn. Chrrrrap !
Człowiek duży się martwił. Nasłuchiwał. Co mocniejsze siąpnięcie nosem - leciałem sprawdzić, czy wszystko ok. Jak to przy chorym dziecku każdy nadwrażliwy rodzic. Oby tylko takie choroby nas spotkały, tfu tfu odpukać.
Nauczyliśmy się spać w rytm chorobowego pochrapywania. Trochę jak przy tykającym zegarze - nawet jak głośno tyka, idzie się przyzwyczaić do jego rytmu. Ale każde zaburzenie, zgrzyt, cisza, zmiana rytmu od razu człowieka wybudza, stawia do pionu, jak alarm przeciwlotniczy :)
Chrrrap !
A potem Młody zaczął zdrowieć. Spać cichutko, bezszelestnie. Leżę więc w łóżku i nasłuchuję, czy w ogóle oddycha. Kilka razy wstaję sprawdzić. W porządku, śpi jak noworodek, wracam do łóżka. Zanim się przestawię na normalny rytm, ze trzy razy się budzę w nocy i wsłuchuję w ciszę. Jak chrapnie czy pociągnie nosem też się budzimy.

I powoli zaczynam rozumieć opowieści starszych pokoleń o nocnym czuwaniu nad łóżeczkiem :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz