Broda. Golenie się. Codzienność większości facetów. Większość życia spędziłem raczej na gładko. Taki obowiązuje kanon estetyczny. Co jakiś czas dopada mnie leń, albo nowy pomysł na życie. Albo zimowa chęć zyskania nowej warstwy ciepłochronnej :) I utrzymuje kilkudniową szczecinę. Albo po prostu zapuszczam na 1-2 miesiące. Marzy mi się kiedyś długa broda Wikinga albo ZZ Top, ale cierpliwości nie starcza. Szanuję też gust małżonki ;)
Jasiek miał chyba 1,5 roku, akurat się goliłem. Dałem mu prawdziwą maszynkę elektryczną. Swoją starą, po usunięciu nożyków. Musiał mieć też włączoną. Stoję więc przed lustrem, golę się, jedną nogę oparłem o sedes. Patrzę w bok - Jasiunio też jeździ po buźce swoją maszynką. Nogę też zadarł na muszlę, prawie osiągając szpagat. Ledwo trzyma równowagę, ale twardo się goli :) A małżonka w tle zwijała się ze śmiechu :)
Ale Junior raczej woli, jak jestem na gładko ogolony. "Tata, musisz ogolić kłujaki, bo chcę się do Ciebie przytulić". Rozumiem go. Też nie przepadałem za dawaniem buziaka Dziadkowi, który miał bardzo twardy zarost i wąsik krótki, ostry.
I tu mam dylemat. Młody namawia mnie do ogolenia się na gładko. Mi brak cierpliwości do wyhodowania brody godnej Rudobrodego. Żona ostatnio woli mnie w kilkudniowym zaroście. Jak któregoś weekendu uruchomiłem żyletkę, Młody był zachwycony a Najmilejsza powiedziała, żebym szybko tej operacji nie powtarzał ;) Życie jest sztuką niepodejmowania decyzji, a wszystkich i tak sobą nie zachwycę :)
U nas brak takich dylematów, bo mężowi zarost nie rośnie, goli się raz na 2 miesiące i starczy, ale jakby się rzadziej golił też by różnicy nie było. ;) takiemu to dobrze. ;)
OdpowiedzUsuńPrzynajmniej nie ma problemu. I kilka minut porannych bezcennych oszczędza ;)
Usuń