Miałem przed sobą kilkudniową delegację. Z jednej strony superhiper, niedaleko Oslo, z drugiej - jak na lotnisku widziałem samoloty lecące na północ Skandynawii, kierunek Tromso, Lofoty, Islandia to o mało nie kupiłem biletu dalej ;) Ale nie o sobie i swoich marzeniach piszę...
Przygotowywaliśmy Młodego psychicznie na mój wyjazd, duży już jest, musi się nauczyć rozstawać, gotowy na to jest psychicznie. Nauka życia. Wiadomo, miłe to nie jest, ale... I tak powoli sobie w główce układał nadchodzące kilka dni bez ukochanego Tatki. I któregoś razu powtórzył
- Tatuniu, nie jedź do tej Norwegii.
- Jasiu, ale muszę. Szybko wrócę, i przywiozę Ci superowy prezent. Może wóz strażacki z klocków Lego ?
- Ja nie chcę wozu, chcę być z Tobą !
Przy Jego pasji do strażaków jest to najwyższe poświęcenie, rezygnacja z marzeń o nowym zestawie strażaków. Rozczuliłem się zupełnie..
A swoją drogą - widać, że Junior ma ułożoną w głowie hierarchię wartości :) Coś nam się jednak udało w Jego wychowaniu.
Po powrocie mym orzekł, że następnym razem pojedziemy tam wszyscy, Tatuś Mamusia i Jaś :) Fajnie by było. Niezbyt widzę możliwość takich wakacji, ale - całkiem niedawno nie podejrzewałem, że kiedykolwiek będę dalej na północ niż na Rozewiu ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz