Scenka rodzajowa.
Wychodzimy z przedszkola razem z Lenką, koleżanką z grupy. Tak się często składa, Jej rodzice mają tą samą godzinę odbioru. Już przy szatni okazało się, że oba dzieciaki mają w domach tą samą płytę z piosenkami, i w korytarzu rozległ się chóralny śpiew " wiosna i lato, jesień i zima, lalala...". Potem tradycyjny wyścig do wyjścia i.. zamiast jak zwykle się pożegnać i skręcić w różne strony, nagle chwycili się za rękę i ruszyli wesoło w naszym kierunku :) Dwa słodziaki, w białych koszulkach uwalonych zupą pomidorową, machające wesoło rękami i paplające o swoich sprawach. Oznajmiły nam, że idą do Jasia domku i będą się tam bawić i jeść kolacje. Fajnie. Tylko akurat wszyscy rodzice mieli tak jakby inne plany ;)
Żal było rozdzielać parkę gołąbków, ale tym razem musiało się skonczyć na 200-metrowym spacerze.
Ich radosne miny natchnęły mnie pozytywnym podejściem do życia na cały weekend.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz