Na szlaku umocnień mazowieckich, punktów obrony strategicznej, cofamy się w średniowiecze. Dla urozmaicenia i wprowadzenia różnorodności tematycznej Jedziemy na zamek w Czersku. Właściwie do ruin zamku. Tak czy siak, mur z czerwonej cegły, baszty obronne, rycerze i damy dworu. Przy okazji piknik na trawie i gonitwa, czytaj mini turniej rycerski
Więc dojechaliśmy. Zmierzamy ku fosie i bramie, po drodze kościółek, chcemy go minąć bokiem - ależ gdzież by nam się to udało, młody turysta ciągnie nas do środka tłumacząc
- Musimy obejrzeć obraz w środku !!!
Kto tu kogo edukuje Dobra, pierwszy, nadprogramowy punkt wycieczki za nami. Wchodzimy na zamek.
Tym razem ja sobie uświadomiłem zasadniczą różnicę między wyobrażeniem i rzeczywistością. I nie będę karmił młodego wizją zamków królewskich, będących w istocie siedzibą możnowładcy, dworu, pięknych komnat i skarbów. Wawel czy Malbork to ewenementy. I twory późniejsze. W istocie zamek = bunkier, twierdza, fort, punkt obrony i kontroli okolicy. Mur, wieże, plac w środku. Plac, na którym w razie najazdu chroniła się okoliczna ludność. Jazdów, Bródno, Mrówki, Czersk, Bolków, Orle Gniazda... Dawne koszary Do tego kościół i dom księcia.
Mały piknik, i wchodzimy w klimat. Mina trochę niepewna... Chyba jednak mi zaufał, bo głośno nie protestował Kapturek na głowę przyjął bez skrzywienia, nawet od niechcenia rzucił, ze to prawie jak hełmofon. Miecznik spojrzał nań jak na dziwostwora z dalekich krain, trochę jak na bazyliszka, i szybko zakuł go w przyłbicę. W swej łaskawości nie uwięził go w kolczudze. Za to wręczył miecz, może w nadziei na starcie ? Młody podjął rękawicę i spróbował poćwiczyć władanie orężem oburęcznym. Cóż, kaszki zjadł za mało... Może za kilka lat.
Po chwili uwolniony z ulgą w oczach pomknął do swej wybranki, czyli Mamci, na przekąskę Czekałem tylko, aż ta mu nakryje głowę nałęczką z okrzykiem "Mój Ci on !"

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz