Na czerskim zamczysku trafiliśmy na wystawę machin oblężniczych rozmiarów mniej więcej orginalnych. Powiedzmy, średniego ówczesnego kalibru Różnorodne tarany stanowiące pierwowzór czołgu, ruchome osłony czyli ówczesne transportery opancerzone, artylerię w postaci katapult i trebuszy. Gdy młody próbował zgłębić zagadkę, jak to ustrojstwo wprawić w ruch, ja ze zdziwieniem dowiedziałem się o wielozadaniowości owej artylerii, która była bronią
- artyleryjską w przypadku strzelania głazami,
- miotaczem ognia przy strzale rozpalonymi szmatami,
- bakteriologiczną gdy amunicję stanowiła zepsuta padlina lub szczury,
- biologiczną przy strzale gniazdem os,
- propagandową w przypadku ładunku w postaci ściętych głów złapanych jeńców.
Pomysłowość epoki mnie zadziwiła. A Jasiek korzystając z chwili mojej nieuwagi postanowił skorzystać z tarana. Wpadł pod osłonę opancerzoną, i nagle zobaczył... siedzącego mu na spodniach bąka. Pewnie broń biologiczna, dawny wrogi dron. Jako nieustraszony wój z drużyny komesa na Czersku pac go ręką. Zwierz oglupiały odleciał, zakosami, jakby po garncu krzepkiego miodu. A Jasiek, pamiętając o swych powinnościach, przybiegł zawiadomić mnie o podstępnym, szczęśliwie odpartym, ataku.
Może czas nauczyć go Bogurodzicy ?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz