czwartek, 4 lipca 2013

Gród jazdowski

Trapiony wizją braku pomysłów na kolejne wycieczki z młodym, ciekawe dla nas obu miejsca, postanowiłem się wspomóc lekturą. Przewodnika, bedekera, opisami miejsc, legendami lokalnymi, czymkolwiek... I wpadła mi w ręce odpowiednia książka o wdzięcznym tytule "Warszawa dzieje fortyfikacji" 
Więc paktem oddałem się lekturze. Wciągnęła 
Nadszedł weekend rekonwalescencyjny, czas na jakiś spacer po powietrzu. Gdzie by tu się wybrać ? Szybki rzut oka na spis treści, jest, Łazienki inaczej  Gdzieś na zboczach wąwozu Agrykoli niegdyś był podobno gród jazdowski, pierwsza drewniana osada na tym brzegu Wisły. Hmmm, w czasach gdy we Wrocławiu rosły murowane kościoły. Wiem, stolica jest wyjątkowa  Przejdziemy się, obejrzymy ukształtowanie terenu.
Akurat trafiliśmy w przerwę w deszczu, więc się wspinamy. Młodego klasyczne walory obronne niezbyt pociągają, więc ja w biegu omiatam wzrokiem zbocza próbując sobie wyobrazić puszczę z czasów Warsa i Sawy. I wspominamy się po podmurowaniu z ulicy na chodnik i z powrotem, z okrzykiem godnym mazowieckich wojów. Co trzy rundy siadamy na zasłużony odpoczynek, gryza buły i łyk wody. Ludzie jakoś tak się dziwnie uśmiechają mijając nas, nawet tacy z małymi dziećmi. Raz usłyszeliśmy "patrz, jak chłopczyk się śmieje a nie marudzi", raz - "też byś kiedyś się z dzieckiem pobawił". Więc jednak to spojrzenia sympatii, a nie jak na zagubionych w czasie 
Trochę w nogach czujemy podejście, zaraz czas w dół jakąś alejką parkową. Mam plan zgubić się w gąszczu bocznych dróżek, spojrzeć na ukształtowanie skarpy, odnaleźć obelisk wskazujący jedną z hipotetycznych lokalizacji gródka. Młody jednak unicestwił ten plan. Wybrał najszerszą, wyasfaltowaną aleję w dół, prawie autostradę. Z kieszeni wysupłał przemyconą lokomotywę. I hajda w dół, ciuch ciuch koła w ruch, na złamanie karku. Ależ pędzi, co tam problemy wczesnego średniowiecza, co tam obrona grodu i włościan Piastów Kołodziejów skoro pociąg gna niczym luxtorpeda !
Po szaleńczym wyścigu lepszego wcielenia PKP udało mi się go wciągnąć nba domniemany teren dawnego grodziska. Nie wzbudził w nim zachwytu. W przeciwieństwie do długich krętych jak słynny cętkowany róg bawoli schodów. Wąskich w dodatku. Nic piękniejszego dla malucha. Może zostanie latarnikiem ? Schodziliśmy i schodziliśmy, co jakiś czas sprawdzając czy parowóz jest z nimi kompatybilny. Nie był. Trudno. Właściwie sam nie rozumiem, czemu nikt nie wymyślił pojazdu ze zdolnością pokonywania schodów. To byłoby coś 

I w ten sposób obaj byliśmy z wycieczki zadowoleni, każdy miał chwilę radości.Muszę chyba jednak zacząć na powrót te chwile radości scalać  Czyli bardziej zachwycać się pociągiem pędzącym w dół zbocza, zamiast go ciągnąć do wybrzuszenia terenu na którym być może kiedyś starta bali pełniła funkcję ostrokołu...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz