Dawno już nie bawiliśmy się strażakami. Pewnie trochę ponad tydzień :) Jasiek sobie przypomniał, wyjęliśmy akcesoria na środek pokoju i przystąpiliśmy do akcji. Zwyczajowo ogniem zajął się mały domek. Wszystkie wozy strażackie ruszyły do akcji. Komendant stał na skrzyżowaniu i kierował drużynami strażackimi. Tym razem mieliśmy już pełną koordynację działań. Talent organizatorski syna mnie zadziwił. Przejął dowodzenie, każdemu ze strażaków wyznaczył miejsce do gaszenia. Ba, nie pozwolił mi zacząć gasić póki wszyscy nie byli na swoich miejscach. Może dzięki temu akcja przybiegła bardzo sprawnie i już po chwili pożar był ugaszony ?
Drobna refleksja, gdy spojrzałem na teren zabawy, mnie naszła. Zawsze patrzyłem na potężne zestawy Lego z myślą - chciałbym taki Jaśkowi sprawić, chciałbym sam się takim pobawić. Tak samo patrzyłem na obrazki i filmiki reklamowe klocków. Myśli te były tak samo realne jak te o nowym Ferrari czy wyprawie życia do, powiedzmy, Kongo czy Mongolii. A tu - spojrzałem na nasz teren zabawy - niby trzy czy cztery zestawy najwyżej z półki średniej - i proszę, akcja jak z pięknej reklamy :) I przyznam - kawałek ulicy cenę ma bezsensownie wysoką - ale ileż wnosi do zabawy ! Cóż, zawsze taki chciałem mieć ;)
Ludzików nam się trochę namnożyło. Chyba pączkują w nocy. Każdy ma trochę inną twarz. Jasiek każdego rozróżnia, i ich nazwy wprowadzają mnie w - no, śmiech bierze. Tak więc mamy
- Panią Strażaczkę
- Strażaka Spoconego - faktycznie ma krople potu na czole
- Strażaka z Kłujakami - taki nieogolony do końca
- Strażaka z Długimi Kłujakami - znaczy brodaty
i kilku innych jeszcze nienazwanych :)
Zabawa była świetna. Warto czasem podążyć za wyobraźnia dziecka i zanurzyć w świecie dzieciństwa. Relaks doskonały :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz