niedziela, 16 marca 2014

Zabawy w pociąg

Ostatnio kultywujemy tradycyjną zabawę w pociąg. Ewentualnie autobus, wyposażenie mamy to samo. Wielofunkcyjne. W domu. Ustawiamy wszystkie możliwe krzesła jedno za drugim. Fotele i stołki też. Kanapa służy jako peron dworca. Wsiadamy i wysiadamy. Wkładamy bagaże i wyjmujemy. Czasem wydajemy dźwięki ciuch ciuch i gwizd, czasem nie. Pociąg jeździ w różne miejsca znane Jankowi - do Babci, Cioci, w góry, nad morze, do Wrocławia, przedszkola, na plac Bankowy... I w miejsca których chcę go nauczyć - do Oslo, na Syberię, do Islandii, do Modlina, do Indian i w góry...Kiedyś na jasiową prośbę pojechał nawet do Japonii. Skąd mu się wzięła Japonia ? Nie mam pojęcia. Nie dał sobie nawet wytłumaczyć, że po drodze jest morze i trzeba skorzystać z okrętu.
- To wybudujemy most ! - rezolutnie podsumował. Ma już w życiu jakiś cel :)
W dziecięcym atlasie zachwyciła go "mapa" Rosji z Trans-Sibem. Wygrała z francuskim TGV. Orient-Expresu nie było... No, przyznam, trochę sprowokowałem ten zachwyt krótkim opowiadaniem ;)

A zabawę musimy wzbogacić. I nie tylko o infrastrukturę, jak szlaban, semafor czy zwrotnica, ale i o przygody, Dziki Zachód z Indianami, mosty i urwiska, przepych wspomnianego Orient Expresu i co nam przyjdzie do głowy. Zabawę w "Uciekający pociąg" na razie opuszczę, za kilkanaście lat może obejrzy film. Za to muszę go kiedyś zabrać na wycieczkę w wagonie piętrowym..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz