czwartek, 6 lutego 2014

Hot wheels

Któregoś dnia Synuś postanowił rozłożyć tzw tor dla HotWheelsów. Zabawka duża, skomplikowana w składaniu, i w dodatku strasznie hałaśliwa. Dobra, niech mu będzie, pomyślałem. Też może mieć coś z życia i trochę beztroskiej zabawy. Może da nam chwile odpocząć i sam się pobawi ? Płonne nadzieje. W chwili łączenia ostatniego elementu usłyszałem
- Tata, pościgasz się ze mną ?
Co było robić. Szczęśliwie ściganie w tym wypadku nie oznacza ruchliwości i aktywności, a jedynie ruch dłonią i obserwację, czyje autko dalej wyskoczy. Bezmyślnie zająłem optymalne miejsce na podłodze. Żeby tylko nie ten hałas...
I ku własnemu zaskoczeniu, zabawa mnie wyciągnęła. Zaczęliśmy krzyczeć jak opętani, zanosić się śmiechem, głośno dopingować swoje autka - słowem emocje nas poniosły jak na prawdziwych zawodach ! Pojawiły się zderzenia I kraksy. Obaj byliśmy szczęśliwi i rozemocjonowani do granic.

Po zabawie uświadomiłem sobie, że dawno się tak radośnie i bezmyślnie nie bawiłem :) Zabawa niezbyt rozwijającą i kreatywna - ot puszczanie autek z wyrzutni i patrzenie, które dalej poleci. Ale emocje jak na zawodach prawdziwych. Doskonale oczyszczające umysł, prawie jak obejrzenie McGyvera ;)
A w dodatku jak buduje tzw męską więź !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz