Czytamy. Przed snem. Codziennie. Jedną z naszych baśni jest skandynawska opowieść o Białym Rekinie - potworze z głębin mórz lodowatych, pokonanym przez dzielną żonę rybaka.
Czasem na bazie lektury organizujemy wieczorną zabawę. Mamy nawet aktorów zabaw - kilka figurek zwierząt, które pojawiają się w różnych książeczkach. Z reguły ja próbuję zrobić teatrzyk, a Junior wypełnia go treścią lekko związaną z czytaną opowieścią :)
Zabawa w białego rekina trochę wymknęła się spod kontroli, i zamiast wieczornego wyciszenia ogarnęło nas wieczorne szaleństwo.
Łóżeczko zmieniło się więc w kuter rybacki, otoczony bezkresem morza podłogi. W morzu pluskały się i w słońcu lśniły rybki, wędki czekały na pokładzie. Nagle rozpętała się straszliwa burza, cud, że łóżeczko wytrzymało ! I nagle w ciemnej kipieli, wśród rozszalałych bałwanów, pojawił się straszliwy On - Biały Rekin.
Potworem była długa poduszka ciążowa, tzw wąż, która do dziś funkcjonuje jako doskonała zabawka.
Wynurzał się na powierzchnię, ryczał przeraźliwie, próbował nas wciągnąć w morską toń. Chowaliśmy się pod pokład, szukaliśmy bosaków i harpunów, walczyliśmy dzielnie. Niestety, potwór wydawał się być niepokonany, widmo zagłady i podróży do Walhalli spojrzało nam w oczy. Gdy wtem Helga, dzielna żona Halvarda, cisnęła w Rekina workiem z czerwonymi krabami (biały balonik) cicho wypowiadając zaklęcie. Potwór został pokonany ! I wszyscy, zmęczeni i szczęśliwi, udali się na zasłużony odpoczynek.
Najwspanialsza, która tym razem jedynie nasłuchiwała odgłosów zabawy z drugiego końca mieszkania, spytała jedynie, czemu Młody mówi do mnie "Ojcze". Przecież tak było w baśni !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz