Skoro zrobiłem las, to z łąką też sobie dam radę !
Wśród zabawek wala się rodzina krówek rodziny holsztyńsko-fryzyjskiej. Figurki. Plastikowe. Krowa, byk i dwa cielaki. Skala ok. 1/35. Kiedyś pojawił mi się pomysł zrobienia dla nich łąki czy pastwiska. Niby banał - kawałek zieleni pod raciczki i dla wyobraźni dziecka więcej nie trzeba. Ale dawnemu modelarzowi, chcącemu zarazić syna pasją, to na pewno nie wystarczy ;)
Więc w głowie pojawiła się wizja holenderskiej łąki nad kanałem. Walcząca z równoległym pomysłem polskiego pastwiska. Niby prawie to samo. Zarys ogólny podobny. Trawa, ciek wodny, krowy, może płot i drzewo ? Ale diabeł tkwi w szczegółach. Wysokość i kolor trawy. Głębokość i kolor niderlandzkiego kanału kontra polska rzeczka po kostki. Rodzaj brzegu. Estetyka płotu. Jabłonka kontra topola. Skala wymaga wdania się w takie niuanse. Pewnie powstanie wersja pośrednia. Będzie zabawa. Boję się wycinania i sadzenia setek źdźbeł trawy. Dobór ich wysokości. Decyzja o kolorze wody...
Na razie mamy kawałek deski. Wyżłobiłem koryto rzeki. W koncepcji holenderskiej. Młody zaraz ustawił krówki i zaczął się bawić w brodzenie po nanibowej rzece. Siła dziecięcej wyobraźni :)
A ja siedzę i myślę co dalej, zaczniemy od wysypania gładkiej ziemi z kawy i inki. A w głowie pojawia się głaz pod drzewem, ławka i krowi placek... Do wiosny mi się zejdzie.
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
środa, 15 stycznia 2014
Makieta - łąka
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz