Spróbowaliśmy też zrobić wycinanki. Tutaj ja go trochę przeceniłem. Papier kolorowy w dłonie, naszkicowałem coś na kształt rybek. Nożyczki w dłonie i... Acha, Jasiek wybrał artystyczne, robiące przecięcie w kształcie fali. Po mojemu sinusoidy. Sam wpadł na to, że coś nie tak... Wziął jednak normalne. Wycina. Ja wycinam drugi egzemplarz,tzw awaryjny. Skąd wiedziałem ? Pracowitą ciszę przerywa lament
- To już koniec ! Rybka mi się podarła !
Mojej nie chce, bo nie on wyciął. Oceniam szkody - niej nie jest źle, pół płetwy ogonowej chyba rekin odgryzł. Wmawiam mu, że nie będzie widać, że jak rybka płynie po powierzchni to ta urwana część jest zanurzona i niewidoczna. Z miny widzę, że tylko dla mojej satysfakcji przystał na taką wersję. I tak nieźle. Widać był ciekawy, co robimy dalej...
Już samodzielnie wycinam drobne elementy, czyli oczy buzię nos i płetwę brzuszną odganiając wątpliwości, czy ryby mają takie części ciała :)
Za to naklejanie poszło mu perfekcyjnie. I czysto. Ograniczyłem się do przesunięcia nosków z policzka w bardziej właściwe miejsce ;)
Nawet przestał marudzić, że rybka się rozdarła. Trzeba chyba kupić lepsze dziecięce nożyczki i twardszy kolorowy papier, żebyśmy mniej się frustrowali. Dobry materiał to podstawa :)
Fajnie mieć takiego tatę ;)
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, że On powie to samo za jakiś 30 lat ;)
UsuńMój mąz też ma nadzieję, że Calineczka powie coś takiego za 30 lat. :)
UsuńJa myślę, że jak najbardziej tak. :)
UsuńBo znając życie wcześniej oboje będą innego zdania ;)
Usuń