czwartek, 28 listopada 2013

Gipsowe dinozaury

Szukałem pomysłu na spędzenie dnia z chorym dzieckiem. Bardziej kreatywnego niż MiniMini+, YouTube i lego.com/gry :) Tak chciałem coś wspólnie z nim porobić. Ze stosu urodzinowych prezentów wybraliśmy pudełko z opisem "zrób gipsowe figurki dinozaurów i pomaluj je na świecąco". Ok, brzmi obiecująco i czasochłonnie, o to chodzi :) Otwieramy, w środku wszystko co trzeba - gips, foremki, farby, magnesy do przyklejenia... Junior pełen zapału, objaw niepokojący, mam wizję wysmarowanego gipsem telewizora i pędzli wycieranych w nowy obrus. Trudno, kto nie ryzykuje, nie ma szczęśliwego dziecka :)
Zaczynamy. Gips rozrabiam sam. Młody się z fascynacją przygląda. Sam mi odmierza wodę, nalewa z kranu równiutko do pokazanej kreski, odlewa i dolewa z aptekarską precyzją. Z podziwem patrzy, jak po wlaniu do proszku lekko paruje - "Tatuś, nie dotykaj bo gorące !!!".
Nakładamy półpłynny gips łyżeczką do foremek. I włącza mu się wrodzona, w genach przekazana, niecierpliwość. "Możemy już pomalować dinozaury ?". Nieważne, że jeszcze schną, mają konsystencję błota, pytanie pada co 4-5 minut. W końcu trzymają się trochę kupy. Po jakichś 2-ch godzinach i ponad dwudziestu pytaniach "czy już wyschły ???". Trochę wilgotne, trudno, wyjmuje z foremek. Tyranozaurowi odpadła glowa, jakoś potem spróbuje przykleić.
Znając zdolności syna, no i własne, zabezpieczam teren. Na stół folia z przeciętego worka, na to szary papier, pod farbki i słoik z wodą plastikowe talerzyki, szmatka pod ręką i zaczynamy. Przedszkole dużo uczy, z podziwem patrzę, że trzyma pędzel w ręce z gracją landszafciarza. Wie, że trzeba go zamoczyć. Szok !
Pierwszy został pomalowany na zielono, według wzoru na pudełku. Ciekawe, czy brachiozaury rzeczywiście były zielone. Stegozaur też zielony, i zgodnie ze wzorem - otrzymał czerwony grzebień. Jak na czterolatka dość precyzyjnie, sam bym pewne dużo lepiej nie zrobił tym pędzlem. A potem - inwencja artystyczna wygrała z odtwórczością :) Triceratops zamiast piaskowego stał się czarny (kamuflaż nocny ?), a trzy ostatnie - pokryte radosnym wielobarwnymi ciapkami, radosnymi jak hipisowska komuna czy ekstęcza z placu Zbawiciela :)
Na koniec, po wyschnięciu gipsu, przykleiliśmy magnesy.

Odkryłem zapał, z jakim Młody bierze się do prac plastycznych, malowania. Spróbujemy podążyć tym śladem, bo coś jakby zaniedbaliśmy ten region zabawy ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz