Co jakiś czas w pokoju robimy piknik. Dla pluszowych przyjaciół. Elementem obowiązkowym jest koc (kiedyś musimy przejść na karimatę) i talerzyk z czymś do chrupania. I oczywiście Ice Tea. Taki nawyk. Ostatnio jednak piknik nam się trochę rozrósł. Nie udało mi się Młodego przekonać, że plastikowe talerzyki są równie dobre co papierowe. Za to działając pod presją udało mi się jednak znaleźć papierowe... Nie udało mi się też ograniczyć liczby gości. Ani podać im herbatników zamiast chipsów. Ani namówić ich do jedzenia ze wspólnego talerza. Ten sukces odniosłem w temacie wspólnego kubka. Wszyscy świetnie się bawili i obiecali, że następnym razem też przyjdą...
Najwyrozumialsza chyba ma wyczerpane zasoby wyrozumiałości, bo zadała dwa kluczowe pytania
- czy musieliśmy kruszyć na świeżo wypranym kocu ?
- czy świeżo wyprany koc musi leżeć na podłodze ?
- skąd mamy takie dziwne kubki ?
To ostatnie było do mnie. W końcu dostanę szlaban na Allegro...
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
środa, 27 listopada 2013
Piknik
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ale extra piknik. Następnym razem czekamy z Calineczką na zaproszenie!!!!!!! :)
OdpowiedzUsuńSerdecznie zapraszamy, jest honorowe miejsce na środku kocyka. Tylko uzupełnimy zastawę stołową ;)
UsuńDziekujemy ;)
OdpowiedzUsuń