Cóż...
Dawno dawno temu, jak byłem niewiele starszy od Jasia, pojawiły się w sklepach małe metalowe auta, tzw resoraki. Nowość, import zachodu. Do dzisiaj z kumplami nieraz wspominamy z rozrzewnieniem cuda, hasło Matchbox, Siku, Majorette powoduje przyspieszenie serca.
Oczywiście rozbiłem skarbonkę, kupiłem małą kolekcje. Dbałem o nie, do tego stopnia, że z ojcem zabezpieczyłem je lakierem bezbarwnym. Żeby się farba nie starła od zabawy.
Potem dopadła je moja kochana młodsza siostrzyczka. I zaczęła tłuc, walić jeden o drugi, rzucać drugim w trzeci. Ze złym śmiechem, żądzą niszczenia, spojrzeniem znanym z Laleczki Chucky. Oznajmiła światu, ze bawi się w wypadki. Nie wiem jakim cudem nie rzuciłem nią wtedy o ścianę. Chyba była za ciężka...
Auta przestały być piękne i lśniące, ale przetrwały. Przetrwały też moją siostrzenicę. Część z nich niedawno przekazałem synowi.
Wchodzę do pokoiku i patrzę, jak pociecha się bawi. Jedno z moich ulubionych BMW, z otwieranymi drzwiami, stoi na środku podłogi. Nagle, jak z katapulty, szybko zbliża się do niego niebieska śmieciarka. Bum, kurs kolizyjny.
- Jasiek, oszalałeś, co Ty wyprawiasz ?!
- Bawię się w zderzanie :)
Wolałem nie sprawdzać wyrazu jego oczu...
Zapiski z codzienności. Może główny bohater za kilkadziesiąt lat to przeczyta i się rozczuli. Może pokaże moim wnukom ?
środa, 16 października 2013
Zabawy autkami
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz