Chłopak po chorobie miał swoje humory. Może to typowe w okresie rekonwalescencji ? Osłabiony, zmęczony. Strzelił focha, że na sobotnie zakupy do Lidelka się nie wybiera. Cóż, żona na studiach, zakupy zrobić trzeba. Nie miałem nastroju na prowokowanie dantejskich scen, przemoc i groźby. Cierpliwości do tłumaczenia też nie. Uciekłem się więc do przekupstwa
- A może kupimy Ci coś fajnego ?
- To może autko z Rossmana ? - zaczyna cwaniak badać mój stopień skłonności do kompromisu... W sumie czemu nie, przynajmniej po drodze i tanio.
- Dobra, po Lidelku jedziemy do Ross.
- Przed Lidelkiem !
- Po !
- Ale ja nie wziąłem żadnej przytulanki i musimy wrócić ! - ten fragment negocjacji odbywał się już w garażu. Pomysł powrotu do domu po pluszaka nie uśmiechał mi się. Mogłaby się zejść z godzina na czynności dodatkowe jak piciu jeściu szukanie pluszaków negocjowanie ich ilości zmiana butów...
- Dobra, jedziemy najpierw do Ross - w sumie żadna różnica.
- Super, obiecuję że będę grzeczny i pojedziemy tylko na dział z zabawkami !
??? Odbiło mu ??? Co się za ta deklaracją kryje ??? Wzmogłem czujność, stan konta po opłatach samochodowych nie wspiera siły Jego argumentacji. Będę twardy.
Dojechaliśmy, weszliśmy, poleciał od razu na dział z zabawkami, nie brał koszyka. Staje się słowny ? Podejrzane. Jeszcze bardziej to, że dał się przekonać, że straż pożarna z Lego jest za droga... Może to po chorobie tak ma ?
Ok, zobaczył autka. 7 PLN, przejdzie. Oczywiście bierze pierwsze i chce lecieć do kasy. O nie, nie na tym polegają zakupy, niech ma przyjemność wybrania. Bezpieczną, bo wiem, że nie zechce całej garści. Umie się ograniczać. Białe BMW, niech będzie. Mam ambicje do ukierunkowywanie Jego gustu. Od tego jest rodzic, nie ?
I zobaczyłem wyżej inne autka. Moim zdaniem fajniejsze. Pokazuję mu drugą garść, wstępnie przeselekcjonowaną. W końcu kupowanie dziecku zabawek to spełnianie własnych marzeń z dzieciństwa, nie ? Nie chcę w domu wahadłowca i wagonu kolejowego. Ma do wyboru kabriolet, traktor z jakąś przyczepą, tira z drewnem i coś jeszcze. Widzę, ze ma problem typu "osiołkowi w żłoby dano...".
I błysnęła mi w głowie koncepcja, szczęśliwie poparta przez Synusia. Kupujemy długiego TIRa do transportu drewna ! Fajnego, z gumowymi kołami kłodami drewna ! Ma już traktor z przyczepą do transportu drewna. Zrobimy makietę wycinki ! To będzie etap przeładunku drewna zwiezionego z lasu na transport drogowy. Jeszcze tylko dokupimy traktor leśny i kilka kłód. Potem zrobię kawałek lasu z drzewami i błotnistym duktem. I polaną. Może jakąś sarenkę wstawię. I tak na cotygodniowych zakupach ocknął się we mnie instynkt modelarski. Zaczynam w głowie układać sobie plan makiety i listę drobnych niezbędnych zakupów... I przypominać, jak domowym sposobem zrobić krzaki, trawę, ślady opon... Czeka nas długa zabawa, jutro wycieczka do Obi.
A w tyle głowy pytania:
- kto komu kupuje zabawki i kto lepiej się bawi ?
- jak przekonać żonę, że te zakupy nie są aż tak drogie ?
- jak przekonać żonę, że Jaś się przy tym świetnie bawi ?
- jak przekonać żonę, że jak skończę to posprzatam ?
hehe no powiem Tobie, że czasami mam tak samo;) nigdy mnie laleczki nie kręciły:) i z moimi Chłopcami się bawię MĘSKIMI zabawkami:D
OdpowiedzUsuńDzieć sie ucieszy, jak Tatko będzie szczęśliwy:D a jeszcze bardziej z tego,żebędzie miał kompana do zabawy:)
U nas często Tatko bardziej się cieszy, ze ma kompana do zabawy, szalonych wypraw i różnych zajęć, które głupio dorosłemu robić ;) Zawsze jest wymówka "To dla dziecka ? Chciałem dziecku pokazać". Takie hasła otwierają mnóstwo niedostępnych miejsc ;)
Usuń