Z koszyka wspomnień..
Etap jakichś 7-8 miesięcy samodzielnego oddychania. Akurat przejściowo nie wymagał intensywnego usypiania, wolał sam się poprzewalać w łóżeczku przed zaśnięciem. Miało to swoje zalety i pozytywny oddźwięk w życiu rodzinnym. Kontrolnie zaglądam cichaczem do niego, tak po partyzancku. Zbyt długa cisza jest albo znakiem, że wreszcie śpi, albo - że znalazł sobie niezbyt akceptowane przez rodziców zajęcie.
Kurcze, nie ma go tam, gdzie powinien być. Czyli główki na poduszce. Może swoim zwyczajem zwinął się w kłębek z drugiej strony ? Zaglądam głębiej, ostrożnie żeby w razie czego go nie zbudzić. Nadal go nie ma. Serce w gardle... Gdzież on ?! To jeszcze nie były czasy, gdy najlepszą zabawą było uciekanie z łóżeczka. Umiejętności ruchowe sprowadzały się do siedzenia i pełzania w tempie strusia pędziwiatra. Między szczebelkami nie zmieściłby się. Ani chybi, wrona jakaś go porwała. Albo Obcy !!! Brrr, lekko spanikowany już bez środków ostroznosci wchodzę ratować syna. Jest !!! STOI sobie w rogu łóżeczka i podziwia świat z nowego punktu widzenia, z innej niż dotychczas perspektywy. Może napawa się samodzielnym w pełni sukcesem ? Nawet mnie nie zauważył. Szybko ściągnąłem Najmilejszą z pokoju, żebyśmy we troje mogli świętować tą chwilę.
W ten oto sposób dowiedzieliśmy się, że potrafi sam wstać. Potem dopiero dowiedzieliśmy się, że to koniec względnego spokoju, że wcale przez to nie będzie bardziej samodzielny, że właśnie wchodzimy w etap wszędobylstwa. I czasami milo wspominamy czas, kiedy mogliśmy być pewni, że jest w tym samym miejscu w którym go położyliśmy ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz