czwartek, 25 lipca 2013

Foczka

Przyszedłem sobie po Jasia do przedszkola. Rutyna. Zamiast przylecieć do mnie, zebrać swoje bambetle i wyjść,pertraktuje z koleżanką. Widać, że sprawa poważna. Wiem, że nie wypada, zwłaszcza że rozmowa pewnie osobista bardzo, ale mimochodem podsłuchuję. Pertraktują. Czyli Jasiek namawia na coś Majeczkę. Wyostrzam słuch... Ton proszącego kota ze Shreka. 
- Majeczko, a może pożyczysz mi swojego delfinka tylko do jutra ???
Delfinka ?! A, trzyma w ręce pluszaka  W międzyczasie wychowawczyni wytłumaczyła mi, że 15 minut temu śmiertelnie się na siebie obrazili w temacie Delfinka. Ok.
- Majeczkooo, ja cię tak bardzo proooszę...
A biedna Majeczka nagabywana przez Jasia ma już łzy w oczach, raczej nie chce się rozstać z przytulanką. Czas interweniować, obronić małą damę przed nachalnym miłośnikiem foczki.
-Jasiek, idziemy, Babcia przecież czeka na nas !
- O, super ! - chwyta Majeczkę za rękę - Chodź z nami do mojego domku, pobawimy się i pokażę Ci moją biedroneczkę.
Ech, kiedyś to się oglądało kolekcję znaczków lub słuchało płyt  A dziewczyny udawały, ze je to interesuje 
W oczach Majeczki pojawiła się iskra zainteresowania. Najwyższy czas ewakuować syna, trochę za wcześnie na oglądanie biedroneczek 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz