niedziela, 2 czerwca 2013

Paczka

Dzień dziecka nadchodzi. Babcia przysłała paczkę zaadresowaną do Wnusia. Czyżby z tej okazji ?
Nie ma wyjścia, musimy od razu otworzyć. "Tata, weź swój bardzo ostry nóż i otworzymy teraz !". Spróbuję. Rośnie w przekonaniu, że mężczyzna powinien mieć w kieszeni przynajmniej scyzoryk. Tradycja rodzinna, chociaż z kielecczyzną nie mamy prawie nic wspólnego.
Otwieramy. Hmmm... Odkąd Młody w niepamiętnej przeszłości ruszył samodzielnie przed siebie cyklicznie prowadzimy z rodziną negocjacje dotyczące rozmiaru prezentów dla pociechy. Mamy małe auto,małe mieszkanie, małe dziecko robiące niemały bałagan. Co jakiś czas się zapominają i kolejny kolos trafia do domu  Z pudła wyłania się... na szczęście duża nie ogromna wywrotka. I zestaw do piaskownicy. Hmmmm.... "Tata, super , zabawki na placyk zabaw !". Uśmiech nr 2, wielkie oczy. "Pójdziemy z nim zaraz za placyk ?". Za oknem leje. Spodziewam się scen , próby terroru, focha. Delikatnie podejmuje próbę perswazji. Ku mojemu zaskoczeniu zakończoną bezboleśnie łatwym sukcesem. Dojrzał ? Zrozumiał ? Ma dzień dobroci dla rodziców ? Wszystko jedno, ważne że odpuścił.
Dałem się zwieść trochę i rozmarzyłem o spokojnej kawie w fotelu. Za dużo bym chciał... Powinienem docenić że nie muszę moknąć ! Dać takiemu palec...
W miarę postępu sytuacji otwieram coraz szerzej ze zdumienia oczy. Wchodzi do szafy. Stuka puka szura. Wyłania się po chwili, klocki pod pachą. Zwykłe , drewniane. Co zamierza ? Wsypuje do wywrotki roboczo zwanej TIRem. Wozi na trzy tury do pokoju. "Tata, to będzie taki nanibowy piasek i tak się pobawimy wiaderkiem".
Koncepcja z półki zaawansowanej abstrakcji i wyobraźni. Serce rośnie, duma ojcowska połechtana. Kawa wystygła. Najbliższą godzinę robimy babki z klocków, wiaderkem, foremkami, łopatką. Tylko nie przelatują przez sito. I z koneweczki nie chcą wypłynąć. Nie rozumiem dlaczego...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz