Ja swojemu synu współczuję. Czy on nie może mieć normalnych rodziców, którzy wezmą go z okazji jego święta do kina, wesołego miasteczka, cyrku czy zoo ? Mamcia jeszcze wykazuje skłonności w tym kierunku, wpadnie na pomysł statku, zabytkowego autobusu. A nie, tatko błysnął, dzień dziecka spędziliśmy rodzinnie oglądając czołgi, wyrzutnie rakiet i ciężkie wozy łączności... Nie mógł przepuścić okazji Co ciekawsze, cała rodzina była zadowolona i nieźle się bawiła. Pachnie patologia. Czasem tylko błyśnie mi myśl, co zakiełkuje mu z tego w głowie. W formie poglądów, zainteresowań ? Jednostka aspołeczna i pochrzaniona jak Papcio ?
W samolotach siedział ostatnio, więc już oswojony z wnętrzem, wrażenie mniejsze. Trzeba mu było uatrakcyjnić zwiedzanie, przejść do następnego etapu edukacji. Chyba sam się muszę dokształcać, żeby nie bylo wstydu przy pytaniu gdzie jest kierownica Przecież nie mam pojęcia, do czego służą pokrętła i przełączniki, zwłaszcza w takiej ilości ! A nie będziemy zgłębiać siły nośnej skrzydła. Na to przyjdzie czas Ale na razie - szukam punktu zaczepienia, ciekawostki. Silnik odrzutowy Miga siedemnastego, w dodatku centralnie umieszczony w kadłubie ? Fascynujące, jak to działa , utrzymuje równowagę... Wylot i wlot powietrza ? Pudło. Wieżyczka strzelca w ogonku Iliuszyna ? Nie. Czujniki i lufy obrotowe działek pokładowych sam pomijam na razie. Mam, strzelaczka !!! Przynajmniej wiem gdzie jest spust. Ale junior mnie uprzedził - A czemu tu nie ma kierownicy ??? Jak się kieruje ?
Zażył mnie. Kolejne trudne pytanie , na które ojcu nie wypada nie odpowiedzieć. Męska ambicja. Jeszcze nie widział, że w pasażerskich jest coś na kształt kierownicy, więc drążek między nogami traktuje naturalnie. A ja gorączkowo myślę, jak to działa... Lewo prawo przód tył, proste, w końcu pochodzę z pokolenia joysticka Jakaś rączka jak klamka hamulca rowerowego ? Szczęśliwie nie pyta, cichaczem dowiem się na następny raz. Na górze czerwona podnoszona osłona, pod nią guziczek. To musi być to. Czyżby patent poczciwego joysticka był wzorowany na radzieckiej myśli technicznej sprzed 50 lat ?
Pokazuję dumnie młodemu, opowiadam, tu się strzela, lufa jest pod skrzydłem. Zerkam na chłopaka z obsługi, uśmiecha się porozumiewawczo, pyta czy czegos nie wyjaśnić. Chyba mnie przejrzał. Cóż, pewnie co drugi facet tutaj ma podobne dylematy i głupi wyraz twarzy. Mogę tylko odgrywać rolę dalej. Szybki wysiłek intelektualny, dwa pytania bardziej zaawansowane niż "a co to jest ?". Krótka dyskusja o zakresie polskich podzespołów wersji licencjonowanej i wykorzystaniu w Wietnamie. Chłopak ciut zaskoczony, że coś tam wiem. Junior zerka o czym to gadamy, nic nie kuma na razie. Mam nadzieję, że w czaszce mu świta, że tatko jest mądry i na czymś fajnym się zna Z drugiej strony, przy następnej okazji chwilę pobawię się z nim w latanie.
A junior w międzyczasie z zapałem macha drążkiem, bawi się przełącznikami, odkrywa kolejne pokrętła. Niech się nacieszy, rozumiem go, też drugi raz w życiu widzę z bliska kabinę myśliwca. Wcześniej miałem do czynienia tylko z grą na kompie i lekturą "Opowieści i prawdziwym człowieku"
A z dylematów rodzicielskich zagwozdka: jak wzbudzić w nim zainteresowanie militariami, historią i klimatami powiedzmy męskimi i okołosurvivalowymi bez zabawy w wojnę, przemoc czy przewidywania inwazji Zombie, czyli amerykańskich psychoz ? Pojawia mi się w głowie myśl o przygodzie, harcerstwo, sporty strzeleckie i górskie łazęgi. To za parę lat, zaczniemy od czterech pancernych i leśnych spacerów. Ciekawe, jak junior zweryfikuje te plany....

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz