Najwspanialsza z żon spędza weekend na studiach, upał, co by tu z dzieckiem robić ? Basen, park, plac zabaw, basenik na balkonie ? Rutyna... Więc padło na wyprawę do twierdzy modlińskiej. Po prostu chciałem ją sobie zwiedzić, czysty egoizm, a założyłem chyba ciut błędnie, że dla małżonki to nie aż taka wielka atrakcja. Po rekonesansie wiem, że kiedyś ją też tam zawiozę
Chcąc uatrakcyjnić młodemu temat, pogrzebałem w necie, znalazłem hasło Baśka Murmańska, i cały tydzień wprowadzałem młodego w temat. Już wie, że misie polarne przyjeżdżają do Polski nie tylko z Oslo, ale też z Syberii. Wiedza ta zrodziła w nim pytanie, kiedy pojedziemy na Syberię. Przestaliśmy na umowie, że jeszcze nie w tym roku
W skrócie: ogarnął, że miś polarny do Modlina przyjechał z Syberii, gdzie jest bardzo zimno, i mieszkał z żołnierzami. Wystarczy Teraz jedziemy szukać misiów i się z nimi pobawić. Cóż, kilku reakcji nie przewidziałem...
Na wyprawę zabraliśmy jasiowego pluszowego misia polarnego, trzymającego w łapach misiątko polarne. Kiedyś uznaliśmy, że to tata miś i Jaś miś, czyli synek...
Coś mi strzeliło do łba, i chyba w ramach wczesnego uświadamiania syna w tematach damsko-męskich (w końcu to męska wyprawa i o dziewczynach trzeba pogadać) po drodze w aucie rzuciłem, że miś w twierdzy to dziewczynka. Reakcja była natychmiastowa: "To jest mamusia i moje misie jadą się z nią poznać !". Wolałem mu nie wyjaśniać, że tatuś musi poznać mamusię zanim pojawi się synek. Jeszcze nie ogarnia zawiłości przyczynowo-skutkowych na osi czasu Zresztą, dzisiejszy liberalny model rodziny czasami im przeczy...
Dotarliśmy, pierwszy miś, i na szczęście niewielkie rozczarowanie. "To nie ten, ten jest malutki...". Chwycił jednak, w czym rzecz. Zapomniałem mu powiedzieć o tym szczególe, że szukamy figurki misia a nie ogromnego niedźwiedzia Przy drugim już było z górki. Misie jasiowe się przywitały z nową misiową, dały sobie po buziaku i szliśmy dalej.
Po zaliczeniu szlaku, odchaczeniu misiów, wrócilismy do pierwszego. Czas wsiadać do auta i wracać. Protest. "Przecież misie chcą się pobawić !". Dobra, chyba mam chwilę wytchnienia, poobserwuję. Więc... misiowa polarna rodzinka bawi się w chowanego. Misie z Oslo wędrują się schować: za drzewo, za murek, do auta. Misica lokalna z Syberii Jasia głosem liczy do dziesięciu i krzyczy SZUKAM ! Głośno się zastanawia gdzie one się schowały. "Tu ich nie ma, tam ich nie ma, przy kwiatku też nie, gdzie one mogą być ?". Po chwili misie wyskakują z kryjówki. Radość "znalazłam" lub "tu jesteście !". I od początku. Dobrze, że misica nie zaczęła się chować...
W końcu misie słodko się pożegnały, młodemu musiałem obiecać, że kiedyś przyjdziemy jeszcze odwiedzić misiową, i udało się ruszyć w inne klimaty.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz