Czekam sobie w przedszkolnym przedsionku na potomka. Wyłania się jak zwykle z dzikim okrzykiem "Tataaa !!!". Moment bezcenny. Ale... Coś wychodzi razem z nim... "Synuś, co to jest ?" "Jeż !!!". Ok. Pół ziemniaka, oczy z pinezek, kolce z wykałaczek. Na grzbiecie raczej irokez niż kolczasta kulka. Jeż buntownik ? Podany smakowicie na zielonym listku. Chyba niejadalny. A mi w brzuchu coś poburkuje
Niesiemy więc jeża do domu. Schowanie go w bezpieczną otchłań teczki nie wchodzi w rachubę. Przecież musi mu pokazać świat i drogę do domu Chwała Bogu, przestało podjąć. Jeż musi wędrować na liściu, żeby nie zmarzł. Dziwne, młody się o kogoś troszczy Jakiś sukces wychowawczy więc odnieśliśmy. Albo przedszkolanka
Dzierży go dumnie przed sobą, poprawia, żeby nie spadł. Zrozumiał, że jeż nie lubi odpoczywać na mokrej ziemi. Listek by zmarniał. Oficjalnie jeż złapałby wilka. Kurczę, zrozumiał powiedzenie, czy mu żal biednego wilka ???
Duma go rozpiera. Młodego, nie jeża. Naprzeciw idzie kobiecina z psem. Jasiek z jeżem. Będzie konfrontacja ? Nie. Janko zagaja rozmowę
- Dzień dobry
Pani z pieskiem lekko zaskoczona z uśmiechem odpowiada. Jeszcze nie wie, co ją czeka.
- Mam jeża. I listek !
Acha, na szczęście właścicielka Magica ma dobry humor i daje się wciągnąć w pogawędkę. Dowiedziała się, że Janko sam go zrobił bo jest jesień. W zamian, pozwoliła pogłaskać Magica. Młody w siódmym niebie.
W sklepiku rozparty dumą też się pochwalił. Nie dał sobie wmówić, że jeżyk może mu uciec.
- Przecież nie ma nóżek !
Korzyścią z posiadania nowego zwierzątka był jeszcze fakt, że uznał, że z jeżem nie można biegać. Ani wchodzić do kałuży. Ani myć go w, kałuży.
Doszliśmy. Idąc za ciosem, zrobiliśmy jeszcze dwa jeże. Jaś obdzwonił babcie oznajmiając im, że ma "całą rodzinę jeżów". I trzymając przy uchu słuchawkę pokazywał im palcem : "Mama Tata i Jaś". On w ogóle lubi pokazywać coś do telefonu. Może w jego czasach wideorozmowy będą normą
Ciekawe, co przyniesie jutro...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz