Na parkingu
Wybraliśmy się kiedyś w gości. Niedaleko, śnieżną porą. Parkowanie, 100 metrów do bramy, śnieg prószy, wiatr, trochę nieprzyjemnie. Autko świeże lśniące błyszczące, cud techniki limuzyna. Przebrnęliśmy śnieżycę, dobijamy się domofonem do celu. I pierworodny ni z gruszki ni z pietruszki rzuca od niechcenia "Tatuś, zamknąłeś auto ?".
????
Przestałem być pewny czegokolwiek. Odruch wycwiczony, automatyczny, bez rejestrowania faktu, gestu w pamięci. Męski niepokój o zabawkę, o powód do dumy, gadżet podbudowujący ego. I brnę przez śnieg i zajęć z powrotem sprawdzić. Oczywiście był szczelnie zamknięty.
Młody dowcipniś, na własnej krwi wyhodowany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz