poniedziałek, 12 listopada 2012

Za rączkę

Skąd mu się te pomysły biorą ?
Żyję nadzieją, że to przejawy inteligencji nie cwaniactwa. Ale w tyle głowy siedzi burzące spokój "nie masz cwaniaka nad warszawiaka" ... Pierwszy w rodzinie rdzenny. I nie do końca wiem, czy to powód do dumy, czy wstydu.

Względy bezpieczeństwa i tzw. zasady wskazują konieczność chodzenia z rękę. Przynajmniej w pewnych sytuacjach, okolicznościach podwyższonego ryzyka. Przejście przez ulicę, chodnik wzdłuż ruchliwej, garaż gdy nadjeżdża samochód.
Nie wiedzieć czemu, pierworodny potrafi wykazać się dużą inwencją, by tego uniknąć. Często po prostu przyziemnym fochem. Ale potrafi też błysnąć.
Kiedyś, z na pewno istotnego powodu, rzuciłem
- Daj rączkę.
Z powodu błahostki czy własnego widzimisię takich propozycji nie czynię. Szkoda czasu, nerwów. Zgodnie z zasadą oszczędzania energii. Odkryłem jakiś czas temu, że podstawowe zasady przetrwania zapożyczone z tzw. literatury łagrowej doskonale sprawdzają się przy obcowaniu z nadenergicznym potomstwem.
W odpowiedzi słyszę, bo czego innego można się spodziewać, lakoniczne
- Nie mogę.
Pewnie trzyma w ręce jakieś skarby - kamyk, pieniążek, zgnieciony listek. Ewentualnie ma brudną rączkę i nie chce mnie pobrudzić. Nie spieszyliśmy się, postanowiłem zgłębić temat. Po co od razu przechodzić do rozwiązań siłowych. Może się czegoś dowiem, zgłębię psychikę dziecka, poznam jego potrzeby.
- Przecież już SIĘ trzymam.
Intrygujące. Rzut oka w dół. Wszystko jasne. Jakie to samodzielne. Trzyma se jedną dłoń w drugiej, dumnie, ba, lekko hardo, patrzy mi w oczy uważając temat za zamknięty.

I co z takim zrobić ? Nie sposób się w takiej chwili nie roześmiać. Baczny mały obserwator nie przeoczy chwili słabości. Precedens więc powstał. Konsekwentność w jednej sekundzie bierze w łeb. A on to na pewno zapamięta...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz