- Michu, weźmiesz mnie na barana ? - Nie mogę, mam ciężką teczkę. - A pokaż co w niej masz... Cóż, tego zrobić nie chciałem. Poranna kurtka, rękawiczki z misiem, które zaraz chciałby włożyć. Ciepło się zrobiło. Lekarstwa grypowe i nożyk też mogły wzbudzić zachwyt. - Teraz nie możemy, może w domku. Nieoczekiwanie... - Dobrze. To Ci ja poniosę. - Ale jest bardzo ciężka. - Dam radę. Wiara we własne siły nie jest niczym złym. Niech spróbuje. - Michu, to ponieś mi to. Musi mieć wolne ręce. Więc przekazuje mi kilka żółtych liści, dwa kamienie, pieniążek, piórko. Czekam aż wyjmie spinacze biurowe ogryzek i proce, ale to jeszcze nie ten etap. Kiedyś nadejdzie. Kiedyś trzeba mu będzie zrobić szkatułkę na te skarby. Na razie zadowala się podnoszeniem, dawaniem ich mi, i bezszelestnie wtrącają na łono natury. Konspiracja pełna. Rozkoszuje się tym przelotnym stanem, spokój ducha burzą pytania coraz częstsze w domu "gdzie moje piórko/paragonik/...". Liście już muszą dotrzeć do domu, to przecież bukiecik dla mamusi. Bierze teczkę, trochę ciężka, chwyta w dwie ręce. Jakaś kobieta przechodzi obok, uśmiecha się ze zrozumieniem, pewnie ma podobnego stwora w domu. Młody sapie, przechodzi kilka kroków. - Tata, zmęczyłem się. Muszę odpocząć. Usiądę tu, na ziemi. Szczęśliwie nie było kałuży ani psiej kupy. Klap na ziemię. Kobieta się odwróciła, widać, że ledwo się wstrzymuje by nie parsknąć śmiechem. Śmiech to zdrowie, przeciwdziała zmarszczkom. Daliśmy światu trochę radości. Ja wiem, że muszę chwilę poczekać. Stoję nad synem jak to cielę, niech posiedzi. Najwyżej jakaś babinka się rozczuli, że wilka złapie od zimnej ziemi. Nic mu nie będzie. - Już odpocząłem, możemy iść dalej. To idziemy, wszystko wraca na utarte tory, teczkę dzielnie dźwigam sam, skarby dziecięce po jednym wędrują na trawniki i przydrożnych śmietników, on szuka kolejnej atrakcji. Kiedyś dojdziemy do tego domu, w planie jeszcze zakupy i plac zabaw... |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz