Rutyna. Zasypiamy Tzn. cowieczorna próba sił. Walka o sen, walka ze snem. Moment, gdy już się wyłączam, mróżę oczy i oczekuje na upragniony odgłos miarowego pochrapywania. Ostatni etap. Nagle - coś piszczy. Głośno, często. Uchylam oko. Cholera, znalazł oręż. Pomocnika. Substytut koguta. Wszystko od nowa. Nieee...
Dawno temu, gdy potworek był jeszcze ruchliwym becikiem.... W czasach pięknych, gdy uwielbiał prowadzić długie dysputy z czerwoną kanapą.. W epoce, gdy mieścił mi się na kolanach od głowy do stopek... Dostał piszczącą gumowa żyrafę Gizelkę. Taka, jaką dostają wszystkie francuskie kwilące beciki.
Podrósł, zaczął ją dusić za szyję. Zorientował się, że pocieszne piszczy. Zdziwienie szybko stało się doskonała zabawą.
Zaczęły rosnąć kły, ostre szpileczki. Kopyta długiej powędrowały do buzi. Mieściły się wszystkie cztery naraz. Cóż. Zwierz musiał skończyć jako inwalida z amputowanymi kończynami lub denat bez głowy, na wzór skazańców z katowskiego pieńka.
O dziwo, przeżyła. Twarda sztuka.
Miała dostać nakaz eksmisji do zakątka pamiątek. Znowu ocalała z burz przesiedleń. Leżała sobie spokojnie na dnie koszyka pluszaków. Zapomniana.
Tak, znalazła się. I weszła sprawnie w rolę instrumenty. Odtwarza jakaś szalona melodię. A może to nowa kompozycja, improwizacja ? Czy nie mogła się znaleźć 3 godziny wcześniej ?
Przypływ radości, entuzjazmu, godzinka się jeszcze zeszła. Znowu nici z prasowania. Jak widać, wszystko ma swoje dobre strony
Dawno temu, gdy potworek był jeszcze ruchliwym becikiem.... W czasach pięknych, gdy uwielbiał prowadzić długie dysputy z czerwoną kanapą.. W epoce, gdy mieścił mi się na kolanach od głowy do stopek... Dostał piszczącą gumowa żyrafę Gizelkę. Taka, jaką dostają wszystkie francuskie kwilące beciki.
Podrósł, zaczął ją dusić za szyję. Zorientował się, że pocieszne piszczy. Zdziwienie szybko stało się doskonała zabawą.
Zaczęły rosnąć kły, ostre szpileczki. Kopyta długiej powędrowały do buzi. Mieściły się wszystkie cztery naraz. Cóż. Zwierz musiał skończyć jako inwalida z amputowanymi kończynami lub denat bez głowy, na wzór skazańców z katowskiego pieńka.
O dziwo, przeżyła. Twarda sztuka.
Miała dostać nakaz eksmisji do zakątka pamiątek. Znowu ocalała z burz przesiedleń. Leżała sobie spokojnie na dnie koszyka pluszaków. Zapomniana.
Tak, znalazła się. I weszła sprawnie w rolę instrumenty. Odtwarza jakaś szalona melodię. A może to nowa kompozycja, improwizacja ? Czy nie mogła się znaleźć 3 godziny wcześniej ?
Przypływ radości, entuzjazmu, godzinka się jeszcze zeszła. Znowu nici z prasowania. Jak widać, wszystko ma swoje dobre strony
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz