poniedziałek, 15 października 2012

Czynność z pozoru prosta, banalna. Wstawienie auta do garażu.
Algorytm w skrócie: zjechać, otworzyć szlaban, przejechać 300 m, otworzyć garaż, wystawić rowery, wstawić auto, rowery, zamknąć i szybki spacer do domu. Góra 10 minut.
Przeradza się w najeżona przygodami i niebezpieczeństwami wyprawę Argonautów...
Młody lubi mi pomoc, niech się przejedzie... Zaczynamy od przesiadki z fotelika na "mamusi miejsce". Oczywiście sam musi otworzyć i zamknąć drzwi. Ciężkie, co na pochyłości nie jest aż tak proste. Szczęśliwie zrezygnował chwilowo z kreowania na moich kolanach. Oczywiście nie mogłem trzymać kierownicy, "ja siam". Chyba nie lubi, jak mi ręce drżą i pocą się nerwowo. Dba o moje nerwy 
Pierwsza przygoda, szlaban. 
Bez dyskusji wręczam mu pilota. Chwila walki, sukces, radośnie się ponosi. Bez dyskusji oddaje mi pilota. Przejeżdżamy, przystanek. Bez dyskusji wręczam mu pilota. Pytanie jak do kontroli lotów "zamknąć ?" "możesz". Zamyka, bez dyskusji oddaje pilota. 
Kiedyś dyskutował. Nie pytał wieży o zgodę. I zamknął prawie sąsiadowi jadącemu za nami na masce. Sąsiad ma poczucie humoru. Dopracowaliśmy procedurę 
Jedziemy. Oczywiście z otwartą szybą. Może kiedyś się dowiem dlaczego. Czasem pada kontrolne "Michu, nie za szybko". To chyba cytat z małżonki...
Przystanek pod garażem, wysiadamy. Muszę mu wyjaśnić, ze drzwi się otwiera tuż po zatrzymaniu, nie tuż przed. Rozumiem go, też bywam niecierpliwy. Ale chyba zrobię wykład, jak odczytywać wskazania błędnika.
Ok, wysiedliśmy. My dwaj, z przodu. jeszcze nie jesteśmy w komplecie. Musi otworzyć bagażnik i włożyć czapkę. Potem tylne drzwi i odpiąć pasy na pustych miejscach. Przecież tam siedzą Flo_i_Flo, Magic i Michalina. Siła wyobraźni...
Dla niewtajemniczonych. Pierwsza dwójka z bajki "Przyjaciele z Kieszonkowa". Michaliny jeszcze nie rozszyfrowałem, wiem tylko, ze ma związek z przedszkolna bajką na leżakowaniu.
Zaczynam się lekko denerwować, czy zapięcia od pasów nie wybija mu zęba. Ale zgodnie z poleceniem stoję przy zamkniętych drzwiach nie wtracając się. Cieszę się, że z rozpędu nie odpina fotelika.
Jesteśmy w komplecie. Kolejna przygoda, kłódka. Krótka próba, jednak od wczoraj nie wyrósł na tyle, by sprawnie trafić kluczem w dziurkę. I nie zjadł tyle kaszki, by samemu ją zdjąć. I tym razem znowu nie spadła mu na nos. Może warto ją okleić czymś miękkim ?
Oczywiście co chwilę muszę go upewnić, że Michalina jest z nami. Może się o nią boi ? 
Wprowadzamy rowery. Musimy zapalić w nich światełka. Też nie wiem po co, ale to dobry nawyk.System działa, ja prowadzę za kierownice, on kręci pedałami. Podział obowiązków:) Tylko pedały są blisko łańcucha. Smar się ciężko spiera. Ufff, bez strat. Kolejne niebezpieczeństwo za nami.
Wracamy do auta, Flo_i_Flo, Magic i Michalina zapinają pasy. Trochę to trwa, pewnie się wiercą. 
Celujemy w bramę. Manewr prosty, parkowanie prostopadłe tyłem. Zdarza się, że wejdę od razu, częściej na dwa. Wąsko. Ale... Prawe lusterko zasłonięte małą postacią. Nic, mam czujnik parkowania. Chyba powinien już pikać ? A, nawet nie widziałem że go można wyłączyć. Teraz wiem, którym przyciskiem  Uczmy się od dzieci.
Silnik zgasł ? Za szybko puściłem sprzęgło ? Aha, młody dosięga stacyjki. Czemu nikt nie pomyślał, że powinna być z lewej strony...
Domaga się ulubionej piosenki. Muszę włożyć inną płytę, bo w wannie zaczyna nucić Kaczmarskiego o niewyzytej Niemrze i koronie carów.
Wjechaliśmy. Nerwowo, bo wysiada z rozmachem. Ściany okleilem już pianką. Przyjaciele też wysiadają. 
Apogeum. "Mogę pokręcić ?". Ok, przynajmniej zapalę. Muszę pamiętać potem wyłączyć światła, wycieraczki i zamknąć wlew paliwa. Dobrze, że fotele ustawiane ręcznie, nie da rady. Szybę się przetrze.
Wychodzimy. Od pół roku mam nadzieję, że latarka zostanie w garażu. Od pół roku nosimy ją w obie strony. Przecież ma kolorowe szybki, które na 300 m można trzy razy zmienić.
Negocjacje dot. niesienia na barana. Chyba mam coraz lepsze argumenty 
Pogawędki z sąsiadami, oglądanie ich bolidów, musi się pochwalić skąd wraca. Życie towarzyskie kwitnie.
Z jednego z garaży wystaje gumowy wąż. Doskonała okazja do zabawy w strażaka.
Wspinanie się na schodki do wyjść po drodze, "Tata uratuj mnie". Podobno chodzenie po schodach jest zdrowe.
Czasem w jednym z garaży chłopaki dłubia przy motorach. Pozwolili mu posiedzieć na motorze, lepszą zabawa niż Disneyland. Żona dzwoni zaniepokojona gdzie jesteśmy. Jak Jej wytłumaczyć, że synuś planuje z ojcem koleżanki z przedszkola wakacyjny wyjazd motorem nad morze ?
Krótka procedura ze szlabanem. 
Kieszeń mam wypchana zebranymi po drodze kamykami i kawałkami gruzu. Będzie geologiem ? 

Pocieszam się, że Odys dłużej wracał do domu... To tylko godzina, a ile szczęścia w oczach dziecka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz