Latorośl dostała plastikowa rybkę. Małą, płaską, do łowienia w wannie, komplet do wędki. Szczęśliwy ogląda ją sobie jadąc do domu. Tak zaaferowany, że zapomniał o stałych procedurach podczas chowania auta do garażu.
Wysiadamy otworzyć garaż, walczę z kłódką, młody coś robi za samochodem. Nagle... Nie płacz, ryk i wycie. Szybka myśl - cholera, w końcu przycisk rękę drzwiami. Wizja wiszącej bezwładnie ręki, krwi, obciętych palców. Biegnę, po drodze automatyczne kojarzenie - apteczkA w bagażniku, opatrunek uciskowy jest, opaskę uciskowa zrobimy, palce do woreczka, rękę usztywnię do trójkąta ostrzegawczego, szpital blisko korków nie ma. Dobieram, patrzę, wygląda ta kupka nieszczęścia na całego na ciele. Przez lament dotarło do mnie "Moooooojjaaaaaa ryryyyyyybkaaaaa !!!!". Gdzie jest Nemo ? leży w kanaliku odpływowym pod kratką. Luzik, obiecuję uratować rybkę.
Kanalik głęboki, palce za krótkie. Wędki przy sobie nie mamy. Idziemy po jakiś śrubokręt i klucz, nie sięgam. Cóż, trzeba będzie podnieść kratkę. Tylko na niej stoi bolid.
Młody chyba pojął, że musi mi zaufać i współpracować. Pochlipując wpełzł do auta, wjechaliśmy do garażu, skorzystałem z okazji, świnia ze mnie, mamy inne priorytety.
Biorę się za kratkę. Ciężkie cholerstwo. Już wiem, że jeden moduł ma 4 metry długości. Już wiem, że dopasowany jest idealnie i włożyć go z powrotem to zadanie wymagające zegarmistrzowskiej precyzji. Zimą w rękawiczkach byłoby trudniej.
A potem usłyszałem szczęśliwe "Tatuś uratował mi rybkę, kocham go". Zostałem bohaterem w swoim domu.
I tak dobrze, że nie kazał mi wzywać strażaka Sama...
Wysiadamy otworzyć garaż, walczę z kłódką, młody coś robi za samochodem. Nagle... Nie płacz, ryk i wycie. Szybka myśl - cholera, w końcu przycisk rękę drzwiami. Wizja wiszącej bezwładnie ręki, krwi, obciętych palców. Biegnę, po drodze automatyczne kojarzenie - apteczkA w bagażniku, opatrunek uciskowy jest, opaskę uciskowa zrobimy, palce do woreczka, rękę usztywnię do trójkąta ostrzegawczego, szpital blisko korków nie ma. Dobieram, patrzę, wygląda ta kupka nieszczęścia na całego na ciele. Przez lament dotarło do mnie "Moooooojjaaaaaa ryryyyyyybkaaaaa !!!!". Gdzie jest Nemo ? leży w kanaliku odpływowym pod kratką. Luzik, obiecuję uratować rybkę.
Kanalik głęboki, palce za krótkie. Wędki przy sobie nie mamy. Idziemy po jakiś śrubokręt i klucz, nie sięgam. Cóż, trzeba będzie podnieść kratkę. Tylko na niej stoi bolid.
Młody chyba pojął, że musi mi zaufać i współpracować. Pochlipując wpełzł do auta, wjechaliśmy do garażu, skorzystałem z okazji, świnia ze mnie, mamy inne priorytety.
Biorę się za kratkę. Ciężkie cholerstwo. Już wiem, że jeden moduł ma 4 metry długości. Już wiem, że dopasowany jest idealnie i włożyć go z powrotem to zadanie wymagające zegarmistrzowskiej precyzji. Zimą w rękawiczkach byłoby trudniej.
A potem usłyszałem szczęśliwe "Tatuś uratował mi rybkę, kocham go". Zostałem bohaterem w swoim domu.
I tak dobrze, że nie kazał mi wzywać strażaka Sama...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz