Niesamowity zachwyt w potomku wzbudzają duże pojazdy. Okrzyk radości i entuzjazmu zawsze rozbrzmiewa na widok śmieciarki. Zaraz na drugim miejscu plasuje się w hierarchii betoniarka. Potem różne żółte maszyny zbiorczo nazywane koparkami. Przeznaczenia niektórych z nich sam nie znam.
Może by tak zmienić samochód ?
Zawsze w przypadku dyskusji nad kierunkiem marszu mam argument "tam może spotkamy śmieciarke". Niestety, słowo "może" jest jeszcze niezrozumiałe. Wygrana okazuje się połowiczna. Idziemy wprawdzie w pożądanym kierunku, ale nadzieja przeradza się w bek zatytułowany "Gdzie jest smieciara ?!".
Raz w drodze z przedszkola mieliśmy fuksa niesamowitego. Przechodzimy podwórzem zapuszczonym, a tu zajeżdża wymarzona, ogromna śmieciara. Pod wiatą kubłow stało pięć. Myślę sobie, obejrzymy jeden, sam jestem ciekawy, jak to się odbywa, pójdziemy dalej. Cóż... Pasja jest silniejsza od tatowych próśb.
Więc stoimy z boku bezczelnie się gapiąc. Panowie z załogi jakoś dziwnie na nas zerkają. Może im głupio szukać skarbów pod naszym okiem, może podejrzewają kontrolę ? Idą po pierwszy kosz, prowadzą go, zaczepiają do stalowego potwora. Kosz wędruje w górę, synowi oczy błyszczą z zachwytu. Otwiera buzię, gdy śmieci znikają w czeluści pojazdu. Przyznam, że ciekawie to działa, a samemu głupio byłoby się tak przyglądać. "Idziemy dalej ?". Głupie pytanie, odpowiedź była oczywista. Śmieciara na naszych oczach pożarła zawartość wszystkich kubłów.
"A czemu śmieciara już pojechała ?". Wtajemniczylem go trochę w geografię kubłów w dzielnicy, obiecując, że kiedyś do nas wróci.
Za rogiem, ta sama śmieciara. Stoi, panowie poszli w podwórze po kubły. Musieliśmy poczekać, aż wrócą. Zaczęli się do nas nieśmiało uśmiechać. Chyba poczuli się docenieni. W końcu to dość niewdzięczny fach...
Uff, pojechała. Młody całe popołudnie zdawał mamusi relację z poznawania tajemnic życia wielkiego miasta.
Może by tak zmienić samochód ?
Zawsze w przypadku dyskusji nad kierunkiem marszu mam argument "tam może spotkamy śmieciarke". Niestety, słowo "może" jest jeszcze niezrozumiałe. Wygrana okazuje się połowiczna. Idziemy wprawdzie w pożądanym kierunku, ale nadzieja przeradza się w bek zatytułowany "Gdzie jest smieciara ?!".
Raz w drodze z przedszkola mieliśmy fuksa niesamowitego. Przechodzimy podwórzem zapuszczonym, a tu zajeżdża wymarzona, ogromna śmieciara. Pod wiatą kubłow stało pięć. Myślę sobie, obejrzymy jeden, sam jestem ciekawy, jak to się odbywa, pójdziemy dalej. Cóż... Pasja jest silniejsza od tatowych próśb.
Więc stoimy z boku bezczelnie się gapiąc. Panowie z załogi jakoś dziwnie na nas zerkają. Może im głupio szukać skarbów pod naszym okiem, może podejrzewają kontrolę ? Idą po pierwszy kosz, prowadzą go, zaczepiają do stalowego potwora. Kosz wędruje w górę, synowi oczy błyszczą z zachwytu. Otwiera buzię, gdy śmieci znikają w czeluści pojazdu. Przyznam, że ciekawie to działa, a samemu głupio byłoby się tak przyglądać. "Idziemy dalej ?". Głupie pytanie, odpowiedź była oczywista. Śmieciara na naszych oczach pożarła zawartość wszystkich kubłów.
"A czemu śmieciara już pojechała ?". Wtajemniczylem go trochę w geografię kubłów w dzielnicy, obiecując, że kiedyś do nas wróci.
Za rogiem, ta sama śmieciara. Stoi, panowie poszli w podwórze po kubły. Musieliśmy poczekać, aż wrócą. Zaczęli się do nas nieśmiało uśmiechać. Chyba poczuli się docenieni. W końcu to dość niewdzięczny fach...
Uff, pojechała. Młody całe popołudnie zdawał mamusi relację z poznawania tajemnic życia wielkiego miasta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz