Książki czytamy. Co wieczór, przed snem.
Chyba w ogóle dzieci podnoszą statystyki czytelnictwa. Czasem jestem u kogoś w gościach. Coraz częściej nerwowo rozglądam się po pokoju w poszukiwaniu jakiejkolwiek książki. I coraz częściej czuję się nieswojo, nie jak w domu, mam zburzone poczucie przytulności, swojskości. Pocieszam się, że pewnie to nowoczesny dom i w szufladzie leży ebook działający w chmurze. Bo przecież płyt z muzyką czy filmami też juz nikt nie trzyma w domu, tylko gdzieś na serwerze na wyspach zagubionych na oceanie, skąd pędzą do nas podwodnym światłowodem lub w eterze do satelitów. Mniej awangardowi mają małego pendrive'a przy kluczykach.
Któregoś wieczoru
- Jasiek, co dziś poczytamy ?
- ENCYKLOPEDIE !!!
Dobrze, ze nie książkę telefoniczną... Chociaż, też w dzieciństwie z zapałem wertowałem encyklopedie - czterotomówkę PWN.
Młody od niedawna ma taką powiedzmy encyklopedyjkę, atlasik z gatunku "Ludzie na innych kontynentach". W sumie fajny, trochę o Indianach, Aborygenach, płytach tektonicznych i kontynentach. Na próbę któregoś wieczoru coś przeczytaliśmy,chwycił. Zainteresował się. Czytaliśmy więc encyklopedię ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz