niedziela, 14 września 2014

Krystalit

W związku z rozpoczęciem roku szkolnego, a właściwie przedszkolnego, po pracy poszedłem odebrać dziecię - a właściwie to już starszaka - z przedszkola. Byli na ogródku. Patrzę, a starszak jakiś smutny. Chodzi w koło ze spuszczoną głową. Widzę, jest problem.
- Tato, nie możemy jeszcze iść do domu, musimy znaleźć mój zagubiony krystalit.
Poważna sprawa. Pewnie z chłopakami się w coś bawili, miał kamyczek służący jako krystalit mocy czy szybkości, i gdzieś go zapodział. Może uda się go oszukać dowolnym kamyczkiem z ogródka ? Jednak Pani nauczycielka rozwiewa moje nadzieje.
- Jaś dostał kryształek od Majeczki i wszystkie dzieci chciały go mieć. Jak mu wypadł, to któreś mogło go schować.
Cóż, sprawa w takim razie jest znacznie poważniejsza... Od Majeczki... Jest zawsze szansa, że zgubił go w sali i jutro może się znajdzie gdzieś... Spróbuję go przekonać, kilka razy coś takiego mi się udało. Nie sądzę, że jutro go znajdzie, ale przynajmniej uda nam się wyjść do domu. Wiem, nieładnie, ale człek bywa zmęczony po pracy. Jednak jeszcze coś mi przyszło do głowy, zanim zacząłem wdrażać plan w życie.
- Jachu, chodź na chwilę. W kieszeni nie masz ?  - bo przecież już nosi spodnie z kieszeniami
- Nie.
- Sprawdzałeś ?
- Tak
Nie zapomniał o kieszeni. Ale...
- Dawaj, pokaż.
Zanurzam dłoń. Głęboka kieszeń, może nie sięga dna. Coś jest ! Wyjmuje. Jachu szczęśliwy skacze z radości. W końcu to prezent od Majeczki !
- Jasiu, pokaż mi ten kryształek.
Niech go zobaczę, skoro już znalazłem :)
Plastikowe "szkiełko". Różowe. W kształcie serduszka. Teraz wszystko rozumiem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz