piątek, 29 sierpnia 2014

Wieża widokowa

Wrocław. Kolejny etap turystyki po wieżach widokowych. Z kościelnych została nam garnizonowa św. Elżbieta. Ładujemy się więc z Młodym. Schody prawie cały czas wąskie, kręte i strome. Dzielnie daje radę. Nawet przy mijaniu ludzi schodzących, gdy ledwo się mieścimy w przejściu. Doszliśmy na górę z jednym przystankiem.
Na górze... Widok jak z każdej wrocławskiej wieży. Prawdę mówiąc, największe wrażenie zrobił na mnie mostek między wieżami na Marii Magdalenie. Chyba rok temu, teraz w remoncie. Wąski, pod nogami otchłań, lekko drży, wzmaga emocje. Do tego związany z legendą o lekkomyślnych siostrach, w ramach pokuty czyśćcowej zamiatających go nocami...
Na marginesie, w temacie turystyki dziecięcej. Po samobójczym skoku od góry zabezpieczona kratą. Ale przez otwory ozdobne w obmurowaniu dzieci może się zmieścić, więc zalecany wzmożony nadzór.
I schodzimy. Ruch na schodach wzmożony. A Junior wymyślił sobie rozrywkę. Czyli odpoczynek i przerwa na picie co jakieś cztery stopnie. Cóż... Stopni było dużo. Trochę nam się zeszło czasu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz