Gdy Jaś był malutki...
Miał wtedy jakieś 8-9 miesięcy. Jeszcze nie chodził. Co nie znaczy, że nie przemieszczał się z prędkością błyskawicy ;) Czuł jednak pewną awersję do trawy. Próby postawienia go na zielonej trawce kończyły się wysoko podkurczonymi nóżkami i grymasem...
Byliśmy w wakacje na "agroturystyce" u rodziny. Domek, ogródek. Trawnik, kocyk dość duży. Na kocyku Jaś bawił się w najlepsze. Nagle... Jedna nóżka, właściwie goła stópka, dotknęła trawy. Chwila konsternacji, namysłu. Ratunku, trawa mnie dotyka !!! Może mnie ugryźć !!! Pędem na środek kocyka !!! Uff, uratowana...
I tak co kilka minut w ferworze zabawy noga zaczynała wystawać poza bezpieczny materiał w świat dzikiej przyrody. Po czym następował szybki odwrót taktyczny na z góry ustalone pozycje.
Myślałem sobie: prawdziwy mieszczuch...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz