piątek, 29 listopada 2013

Malujemy

Idąc tropem odkrytego talentu, kupiliśmy farbki, blok i trzy pędzle. Tak na początek. Na próbę. Oczywiście musieliśmy rozłożyć sprzęty zaraz po przyjściu do domu :) Powstrzymałem go szybko i zdecydowanie od otwierania farbek zębami (skąd ten nawyk ?! może u Wujka Bibiego podpatrzył ???) i dostałem prikaz
- Tata, siadaj koło mnie na krześle, tu jest twój pędzel i kartka, każdy maluje swój obrazek.
Ups... Moje zdolności w tym kierunku... Cóż, jasiowa babcia nadal nie może przyjąć do wiadomości faktu, że pozostały na poziomie pięciolatka. Trochę głupio czuję się trzymając nad białą pustą kartką pędzel zamoczony w farbie, i boję się zrobić pierwszą kreskę. Raz kozie śmierć, najwyżej stracę w oczach syna.
- Jasiu, co namalujemy ?
- Samochód !
Hmmm... Chyba łatwiej niż Mamusię lub kotka, rysunek techniczny kiedyś ćwiczyłem.  Jasiek już ma na swojej kartce dwa czarne kółka i czerwoną kreskę nad nimi - czyli długi niski samochód wyścigowy.
- Tata, dlaczego nie rysujesz ?
Nieśmiało maluję opony. I brązowe felgi. Rzucam pierwsze hasło, które mi przyszło do głowy. Naturalne przy zainteresowaniach syna. Na zachętę
- Namalujmy wóz strażacki !
- Super !!! Zaczynaj !!!
Znowu ups... Brakuje mi funkcji AutoCADa. Albo chociaż przyborów kreślarskich... Spoglądam na stojący w pobliżu wóz strażacki z Lego. Kreska po kresce, przybiera zbliżony kształt, DaVinci toto nie jest, poziom może i przedszkolny, ale ja jestem dumny z własnego dzieła. Jasiek podpatruje - u niego też pojawia się w miarę kształtny zarys pojazdu ! Jest nieźle :) I nagle pełen zachwytu głos
- Ale fajny ! Namaluj mi też drabinę !
Zachęcony podziwem, jak każdy pacykarz, troche mu pomoglem. Zakończyliśmy, chwalę pociechę, a mina pociechy coś nietęga. W czym rzecz ?
- A mój wóz nie jest taki ładny jak Twój...
Połechtał moje ego, ale za rok pewnie będzie odwrotnie. Ratuję więc sytuację
- Ja go dla Ciebie namalowałem, proszę.
Szczęście rozkwitło na twarzy.
- To ja Ci dam swój, też dla Ciebie namalowałem :)
Ciut mnie wzruszył... Czas chyba zrobić wystawę. Jasiek już wymyślił, że w kuchni, żeby nam się przyjemniej jadło obiadek.

4 komentarze:

  1. Moja dwulatka też uwielbia malować. Mama już trochę mniej to uwielbia, bo wtedy brudne jest wszystko, ale co tam - trzeba rozwijać u dziecka talenty. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam brudne, ściana się domyła :) Albo jest pretekst, by wreszcie przemalować ścianę ;)

      Usuń
  2. Ale piekne rysunki! U nas jak narazie powstaja mazie i bazgrolki ;) Pozdrawiam cieplutko i zapraszam na candy http://peacock111.blogspot.co.uk/2013/11/zimowe-candy.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że Junior jako tako sobie z pędzlem radzi to radość. W większym szoku jestem, że moja wersja jakoś wygląda i coś przypomina ;)

      Usuń